Patrząc na horyzont zachodu słońca, znów mi bliskie są te świętości północnych stron
Które pamiętają wały kultowe na Łysej Górze i Radogoszcz, gdzieś zaginioną w dusza ciałopalnych za Nysą i Odrą
Bo czy czas przyjdzie - czy triumfalnie wejdzie w bramy boskiej chwały, czy cicho coś go przywieje jak polny, pożółkły liść?
Niedana mi jest ta tajemnica, to wiedza ukryta, lecz w wierzących sercach wyryta
To staloryt wieczny jak te niebiosa cesarskie ponad duchem, to drzeworyt, w którym dwa kolory to paleta życia
Nie nam, ludziom magii prawdy i kłamstwa, nie nam jeszcze podarowana zostanie ta nagroda - wieniec laurowy prometeizmu, buława ogłaszająca koniec winkelriedyzmu
Czy ujrzą ją pokolenia - te dzieci w szatach najpiękniejszego błogosławieństwa?
Naszą wiarą radością niewzruszoną uczyńmy, czas na tą generację dzieci w szatach najpiękniejszego błogosławieństwa zawsze jest, lecz nigdy go nie ma
Lecz czy zawsze? Wiedza ukryta kiedy wyjdzie może poza salony serc, w których ona jest wyryta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz