piątek, 9 maja 2025

"Elektroniczny romantyk IV"

 W tym miejskim szumie, gdzie w symfonii przygnębienia wespół grają głośna kakofonia rozmów, robót, tramwajów, pociągów i autobusów i zgrzyty naszych dusz oraz trzaski naszych ciał w melancholię połączone 

Do ciebie jak łacinnik do Maryi uciekam się, syntmuzyko, w filtrach i oscylatorach manifestująca urodę miłości, do niebios pnąca się jak wieże 

Jakiż chordofon i aerofon odegra z werwą cesarskiej władzy nuty twe chwalebne i emocjonalne, elektrofonie, symbioncie komputera?

Choć dla mnie niepojęty twój technologiczny przepis, rozpływam się w nieznanym, nadziei nowe schody do nieba budując i miłości ból jak mlekiem i miodem lecząc 

Niech niklowanymi i chromowanymi drogami przeleje się zwałowisko zbawiennej wody - miłość uwolniona z przekonań klasyki i standardów, a pola jej niech wzrastają przy odrodzonym syntezatorowym Giaurze, równoważąc przesłanie lir, fortepianów, mandolin i skrzypiec.

"Na murawach zielonych od potęgi niebios"

 Jakże ten świat od wschodniej jutrzenki po zachodni zmierzch stworzyłeś, najpiękniejszy w swej przedziwności

Dąb znad mazurskiego jeziora i jemeńskie gaje daktylowe hymniczne śpiewy ku niebiosom, ku Tobie, Panie, wznoszą jak w twej posiadłości wznoszą się kadzidlane wonności 

Boś ty Bogiem, który ze wzburzonego morza zagubienia wydźwignął mnie na wyspę pokoju, nieogarniony ideami filozoficznymi, nurtami sztuki i dyscyplinami nauki

Ze złą inklinacją boję toczę jak ziarnko piasku z trawą na nadmorskich wydmach, twa droga ku odkupieniu wąska i pełna sudeckich zakrętów śmierci a wlewająca do żył pocieszenie i mięśniom nóg odtworzenie sił jako podarek składa 

Ujrzałem ciebie, w perlistych chmurach, skropiony srebrnym deszczem, ogień przeciwko grzechom jak strzałę wypuszczający, wokół transcendentnego ciała owinięty płaszczem potęgi i chwały, okalający pasem przebaczenia i diademem Noego przyozdobiony

Niech królowanie twoje na świecie trwa w nas po wieczność, byśmy u kresu dni wspomnieli wszystkie nasze dobre daty i godziny, na nich wznosząc wyzbyty smutku i rozpaczy grobowiec szczęśliwego przemijania.

"Mord rytualny ku czci... III"

Wschodniopolskim cynicznym realiom ten wiersz poświęcony.


 Mamonie ta ludzka, niezawiniona ułomność sprzedana 

Ciało żertwy na jej ołtarzu powoli odchodzi, jego soczystą siłą Mamona siebie jak pancerzem odziewa 

Na jej ołtarzu ta ludzka, niezawiniona ułomność sukcesywnie odchodzi do alei nekropolii, wszak Mamona jednym, dużym kęsem się nie naje, zostawiając trzebę na wiele uczt 

Można wnet szklane, martwe oczy pozostawić dla paraliżujących ust śmierci, lecz niech świat wie, że ten bożek z mennicy wyznaczył trasę długą i uciążliwą, choć on tylko głód zaspokaja, etycznych idei nie zna

Mamono, ty nie znasz miłosierdzia, twoja rasa poprzez ekonomiczną kalkulację nadal trwa, choć mord rytualny jest ci znany, bo na twym cokole wiele ofiar poświęceniu uległo dla twych kolaborantów, dobrobyt w ich ogrodach zasiewając

Mamono, za tą ludzką, niezawinioną ułomność przed trybunałem godności odpowiesz, choć nie trafisz do lochów, twe wpływy zmarnieją i pod pręgierzem chłostana będzie twoja dwulicowość, siłą piękną wymusimy służbę dla prawdziwych potrzeb ludzkości 

I pustką trybunał godności otoczy twój ołtarz, jak zbrodnia się będziesz odradzać, lecz siłą wymierną doprowadzimy ciebie do duchowego porządku wszechrzeczy.

"Moje żywe natchnienie i martwa rzeczywistość"

 Gdybym rozkoszami życia sycił duszę i umysł, a róż miłości w nich nigdy bym nie odnalazł 

Niechaj zimna dłoń śmierci na nicości puste łąki zaprowadzi, bo miłość to przeznaczenie strapionych dusz i przewodnik poprzez zimę świata 

Choćbym spokój w chaos mej duszy przy akompaniamencie cytry wprowadził, to tylko ułuda artyzmem przyprawiona, a czarne słońce za dnia nocy rządy zaprowadza 

Miłości, tyś mym żywym natchnieniem i martwą rzeczywistością 

Choć nicości puste łąki jakby diabelsko kuszą desperacką krwią, martwą rzeczywistość odsuwam do przedsionka świątyni chwały życia 

I karmić wciąż będę natchnienie, bo z zimnego, bezkształtnego głazu ludzie jak rzeźbiarze wykuwają wiekuiste, mistrzowskie spektakle swoich wszechogarniających uczuć.

"Mord rytualny ku czci... II"

 I


Ku Zachodowi krokiem zwartym idziemy, posiadaczy i kapitalistów krew zbawi trud proletariatu i uświęci znój batalii 

Nasza nienawiść Wisłę, Bug i Narew magią wojownika zimne, zielone wody we wrzącą krew obróci 

Jak w tych mezoamerykańskich krainach słońce nakarmimy posoką gnębicieli i wzejdzie jego nowa gloria nową erę obwieszczająca 

Ofiarą tą przebłagamy czerwieni los i sierpa i młota dolę 


II


Nacieramy na wschód, tam nowa ziemia o trzebę woła i krzyk jej rozdziera szaty osłabionego pokoju 

Ześlemy do głębin ciemnej ziemi i kalikomór ludy bezmyślne, bezwzględne i o giętkim karku 

Z garstki uczynimy niewolników o oczach mętniejących od strachu i o trzcinowych kolanach

By mord rytualny wzniósł na wyżyny walecznego świata naszego wodza i jego miriady.


III


Choć wiklinowi ludzie już nie stawiają na nas żelaznych stóp 

To taniec śmierci zaprasza swe ofiary do pląsów znów 

Choć chrześcijański misjonarz w konwulsjach nie odchodzi w surowych i ciernistych płomieniach gdzieś nad zimnym Bałtykiem 

To przeszłości echo uczyniliśmy teraźniejszości i przyszłości bolesnym dotykiem.

"Mord rytualny ku czci..."

 Akeda jak cesarz światem rządzi, w ogniu krwawych ofiar nasze żywoty nie przemijają, by popiół nasz na krótki czas przypominał o okrutnej śmierci z rąk kapłanów 

Dziś ten ogień krwawych ofiar krzyczy o nacjonalizmie i komunizmie, o końcu tyranów i początku sprawiedliwości 

Ten ogień dziś poświęca swe ofiary na drodze ku chwale, na wyłożonej zaostrzonymi kamieniami ścieżce do królewskich, republikańskich i dyktatorskich tronów 

Żertwa ideologii użyźni krwią i ciałem żywą ziemię zwycięstwa 

Ciała naszych wrogów wybrukowały plac najjaśniejszego triumfu, ciała naszych przyjaciół gardzą napastliwą wiarą wrażą i hańbią ordery i medale wraże

Gdy złoty posąg wygranej wojny wzniesiemy ku błękitowi niebios, mord rytualny uczci i uświęci ją.

"Przyszły świat"

 Czy przyjdzie z niebios zbawienie literalne, zbawienie metaforyczne?

Takie nadzieję ludzie wierzący zachowają na długi czas liczne

Wiara i za dziesiątki tysięcy lat przetrwa w skarbcu dobrego życia i wyznaczy północ ciału i południe duszy

Czy historia ziszczonego mesjanizmu serce wolności i umysł spokojem jaśniejący do działania poruszy?

Powierzmy swój czas delikatnemu rozumu i wiary węzłowi 

W nim swe chwały i bolączki ujrzymy jak w błękitnej, morskiej toni

Lecz gdy nie spełni się żadne proroctwo rajskiej Ziemi

Żyć dla reguł wiary warto było, bo ku dobrej szczerości jak pnącza światła doktryny się pięły.