W tym miejskim szumie, gdzie w symfonii przygnębienia wespół grają głośna kakofonia rozmów, robót, tramwajów, pociągów i autobusów i zgrzyty naszych dusz oraz trzaski naszych ciał w melancholię połączone
Do ciebie jak łacinnik do Maryi uciekam się, syntmuzyko, w filtrach i oscylatorach manifestująca urodę miłości, do niebios pnąca się jak wieże
Jakiż chordofon i aerofon odegra z werwą cesarskiej władzy nuty twe chwalebne i emocjonalne, elektrofonie, symbioncie komputera?
Choć dla mnie niepojęty twój technologiczny przepis, rozpływam się w nieznanym, nadziei nowe schody do nieba budując i miłości ból jak mlekiem i miodem lecząc
Niech niklowanymi i chromowanymi drogami przeleje się zwałowisko zbawiennej wody - miłość uwolniona z przekonań klasyki i standardów, a pola jej niech wzrastają przy odrodzonym syntezatorowym Giaurze, równoważąc przesłanie lir, fortepianów, mandolin i skrzypiec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz