poniedziałek, 4 grudnia 2017

"Tam jeszcze słychać łemkowską piosenkę"

Dla "Send Me An Angel" Scorpions


Zamykam swe oczy na świat, przywołuje marzenie senne nad pomorskim jeziorem i pod niebem Lubina, pod zamkniętymi oczyma zmierzam powoli do mej Utopii


Wyglądam ciebie co dzień, ma łemkowska ziemio, lecz twa dusza wyrwana brutalnie stamtąd, stała się prochem w bożych dłoniach


Niech mój język uschnie, niech ma ręka i noga ustanie, niech me myśli skrzywią się, jak przeklnę cię lub zapomnę nieostrożnie o tobie, łemkowska łąko, królowo nasza, której żaden samozwaniec cię z tronu nie zepchnie w otchłań


Podaj mi rękę, łemkowska ziemio, poprowadź mnie gościnnie do swych domostw i na twe cmentarze, do twych cerkwi i kościołów, i do twych lasów, gdzie sosny, dęby i modrzewie się śmieją razem z nami


Niech w niepamięć odejdzie me imię, niech me wiersze staną się popiołem w kominku, niech ukarany bezlitośnie zostanie mój los, jeśli ci będę złorzeczył z drwiną, łemkowska ziemio


Z mych ust zerwij łemkowską modlitwę, dolnośląski wichrze, i łaskawie zaprowadź ją tam, bo z nadzieją jeszcze mi dane żyć, że wrócę na łemkowską łąkę, której życie nigdy się nie skończy.

"Letni dzień, zimowy wieczór"

Dla "A Winter's Tale" Queen'a


Świecie, wysyłasz mnie do życia z letnim dniem, wracam z zimowym wieczorem


Wszystko to nazwane przeze mnie pięknem nadnaturalnym, lecz letniego dnia me oczy zrodzone z brązu może nie ujrzą, gdy wewnątrz zżera cię wroga siła


Letnim dniem nasyciło się ponad miarę me ciało, dziś zimowy wieczór dorzuca do mego ognia drew


Ciesz się, poeto, wieczorami czarno-białymi, bo może zżera cię wroga siła, ciesz się, poeto, zwiastunem letniego dnia, bo może cię nie wyprawił jeszcze obficie los...

"Wiersz o przyjaciółce"

Wiedzo, twe kroki słyszę za tobą, i we myśli się wlewasz niczym woda


Wiedzo, zaklinam cię na wszystkie me honory, czy zmierzam z tobą na Golgotę?


Wiedzo, wiem, gdzie kończy się kosmos, i gdzie zaczynają się zaświaty, lecz miłości rzuciłaś mi okruchy bez wartości tego świata


Wiedzo, ciebie kocham i ciebie nienawidzę, jak złączyć te połówki ognia i wody?


Wiedzo, czy mnie sprzedałaś diabelskiemu nasieniu, czy dokonałem targowego interesu, wymieniając miłość na leksykony i encyklopedie?


Wiedzo, jedyna ma przyjaciółko, czy mnie kochasz, obdarowując mnie siebie samą?


Wiedzo, ciebie zabieram na autobusowe przejażdżki, i na stadion, i do parku, i do restauracji


Wiedzo, tyś żelazem, a ma gonitwa za miłością złotem


Wiedzo, jakie twe miłosne doświadczenie, że mi o tym nie mówisz?


Niech me oko nie pozna znajomych twarzy, niech me serce zapomni dobrych momentów płomień, niech pląta mi się spojrzenie na świat, niech zapomnę młodzieńczy rejs w słońcu


Jeśli ciebie, miłości, nie dosięgnę, a dosięgnę znów leksykonów i encyklopedii, tam, gdzie tylko bezduszną jesteś definicją


Wyruszam do ciebie, Lourdes i Jasna Góro, tam, gdzie relikwie dusz poskładam i w miłość połączę


Lecz przekleństwo niech rodzi przekleństwo, jeśli znów dosięgnę leksykonów i encyklopedii, a zapomnę na ułamek sekundy o mej pielgrzymce.

"Podróż do Uzbekistanu"

Wiersz inspirowany biblijnym psalmem nr 137 pt. "Nad rzekami Babilonu"


Zapomnij, krymski Tatarze, o swej macierzy, wszak twa droga kręta zmierza do innej krainy, w której niosą się obce ci pieśni”: tak rzekli komunistyczni królowie


Pozwólcie mi delikatnie krymską ziemię ucałować, zanim tatarskie echo zamilknie w niej


Zanim sady, winorośle i cyprysy staną się trawą, jakiej wiele na Ziemi


Wioski tatarskie jak domowe ogniska Łemkowszczyzny, tylko kolejną kartą dziejów się stały


Płaczę za tobą, mój Krymie, mój Bakczysaraju, Teodozjo i Sewastopolu, co dzień patrzę ze łzami na północny zachód, za wami, którzy wypełniliście krwią Morze Azowskie


Dziś znów mogę jechać do ukochanej, Krymem zwaną, jaka radość zapełniła mnie ciepła w kilka chwil, gdy znów cię ucałowałem


Lecz życie znów krętą drogę wybrało, i nasza własna miłość nas rani do cna


I zadajesz mi pytanie: „czy żyć z tobą tu, w miłości, która ran nowych dodaje, czy żyć ze sobą na tysiąckilometrowe dystanse, w miłości, która nie zabliźni starych ran, lecz jednakże pobędziemy ze sobą kilka dobrych dni?


Nie wiem, tego nie wiem – rozdarcie we mnie pulsuje i nie mogę posklejać swych myśli o tobie


Lecz wiem, to wiem na pewno – miłość do ciebie dopiero zniknie, jak ja za wiecznym snem podążę, bo ma miłość wywyższa cię nad wszystkie niewiasty.

niedziela, 26 listopada 2017

"Elektromuzyka III(pieśń o pieśni syntetycznej)"

W pieśni syntetycznej Gorgota zaklęty przemysłowy świat ludzi, współczesny szlak ku elektronicznej przyszłości złożonej z fabryk emocji


W pieśni syntetycznej Armina van Buurena zamaskowane bomby radości i refleksji, taneczna fala gorącego chłodu od A State of Trance po Trancefromation, od Tomorrowland po Ultra Miami


W pieśni syntetycznej Kraftwerka zakodowane wprost maszyny w halach produkcyjnych i roboty samokomponujące, prorocy następnych czasów


W pieśni syntetycznej Enyi siedlisko uczuć, jedność przyrody i nieprostego rodzaju ludzkiego, przyjaźń syntezatora z cytrą, dudami i gitarą


XXI wiek śpiewa hymny syntetyczne, ich litery to tablety, smartfony i komputery – one znają już cały świat, ich armia dokonuje operacji „Kosmiczna elektronizacja


Psalmy syntetyczne śpiewam ja i fabryki relaksu, psalmy syntetyczne śpiewasz ty i podpotwory architektury dzisiejszego dnia


Pij cyfrową wodę – w niej zawarta esencja dzisiejszego dnia.

"Most"

Życie skradło ze mnie życie, młodzieńcze lata z nurtem rzeki dorosłości odpłynęły do morza zapomnienia, którego nie mogę zapomnieć


Ten czas, gdy naście lat to nie grzech, a dziś niedostępna przepustka, by wrócić tam choć na chwilę, dogonić majowy zapach powietrza, smakować celebrację wszystkich ówczesnych rzeczy


Gdzież portal czasu znajdę, chyba już tylko w najgłębszym marzeniu, gdzież naście lat na nowo przybiorę, chyba już tylko me nienarodzone potomstwo


Niebo wtedy było tak blisko, piekielne krainy zakryte Nawią, Polami Elizejskimi i Dżannah


Życie skradło ze mnie życie, cóż ci przyszło z tej zbrodni, od kary uciekniesz z gorącą satysfakcją, a ja karzę siebie razami w kark


Piekielne krainy samozwańczo mnie wypędziły z rzeczywistości, duchem w czasie, gdy naście lat to nie grzech


Dziś oglądam fotografie, gdy przebywałem na Cyprze mego życia, dziś me życie za kołem podbiegunowym, jesieni życia nie zaznawszy


Niebo wtedy było tak blisko, szukam do niego mego Bifrostu, szlaku na Olimp, by przywrócić naście lat, nastoletni nektar i ambrozję


Życie skradło ze mnie życia, cóż ci przyszło z tego bezeceństwa, niech śnieg i mróz syberyjski mnie otoczy na zawsze, jeśli powrót do krajów nastu lat utracony po koniec wieczności.

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Dekada"

Mam już 27 lat, i jestem tylko chaotycznym zbiorem pyłu bezforemnego


Kiedyś z kosmosu przyniosłem tak wiele słońc, które stały się teraz supernową, w niej jedynie gorące światła wspomnień z nastoletnich lat


W dniach dalekich, do których nigdy już nie dojdziesz, ma tęsknota z nimi na zawsze tam pozostanie, za nostalgią będę zawsze pół kroku


Czy pamiętasz Gliwice, kiedy światła stroboskopów tańczyły nad tryneckim lotniskiem?


Gdy z muzyką wziąłem wieczysty ślub, ona mym sojusznikiem na drodze życia, ona niczym Arka Przymierza, które jest dowodem tego aktu


Był czas, gdy mogłem sięgnąć odległych gwiazd i planet z tą jedyną, one teraz jak Avakuma, zniknęły na złość memu nieszczęsnemu szczęściu


Za rękę dzisiaj trzyma mnie wiatr, fabryczny dym, a niebo jest szare, nawet, gdy błękitne


Zbyt wiele melancholijnej goryczy mnie zabiło, dziś ona to ja, nie uciekam bezsilny przed nią


Był czas, gdy istniały anioły, demonów ze świecą było mi szukać


Był czas, gdy z aniołami z daleka widziałem Aman


To był czas mego życia, piękna ulotnego, które dane mi tylko już przeżyć w alternatywnej rzeczywistości...