wtorek, 6 listopada 2018

"Trance is for the dreamers II"

Dla „Lifting You Higher” Armina van Buurena i „Awakening” Markusa Schulza



 Psychodelik miłosyntetyczną materią złożoną z uderzeń transu wskazuje mi nowy świat, na horyzoncie, gdzie tańczą kolory, a znika jednoszarość

Wskakuję w wyższy stan świadomości, w niej niebo czyste, słońce złociste, niebo i słońce nieskalane złym deszczem, nieskalane melancholiami świata jednoszarości

Syntetyczna muzyko, transowa drogo, prowadź mnie na swych elektrodźwiękach ku mym myślom wiekuistego renesansu

Ja żyję w transie, ja żyję w jego kolorach, ja żyję w jego mistyce i trans-cendencji.

środa, 24 października 2018

"Ciemny lud wszystko kupi, czyli polityków jak wspomnień czar"

Wy chamy zbolałe, wy fałszywe k*rwy, wy chciwe sukinsyny

Jeden z was chce dawać, drugi z was nie chce zabierać, trzeci chce pomagać

A wy służycie bogini mamonie, wy służycie bogini władzy, bogom chłodnym interesom, nie składacie ofiar na ołtarzach idei

Jak Szatan się współweseli z Pazuzu, kiedy ufnym idealistom mydlicie oczy swymi cudami, każdy z was ma monopol na prawdę, wszyscy się mylą, lecz ty, narcyzie, nie mylisz się, głosisz piękne, praktyczne proroctwo

Każdy z was ma rewelacyjne remedium na zły system: komuniści, nacjonaliści, feministki, libertarianie, konserwatyści

Wy sobie te krokodyle mordy z obleśnym, pazernym uśmiechem wycieracie ideami, ludźmi, którzy chcą coś zmienić, bo demoniczne zagubienie na widok świata opętało ich na amen, drzwi do dobrej zmiany zamknięte na cztery spusty

Jak wy kochacie moją naiwność, jak moja d*pa stała się twarda od waszych mięciutkich obietnic, a wasze serca są twarde na wieść o moim zawodzie, choć jak je dotykam, to nadal są miękkie

Wy intelektualne śmiecie, wy śmierdziele, co capicie perfidną hipokryzją, cóżem zyskał za moją duszę, którą ongiś zabraliście?

Piękną rzecz stworzyłeś na wieczny czas, losie, piękną nam stworzyłeś politykę

Ale memu skostniałemu sercu drodzy idealiści, i łza chce ciepłą strużką zbiec po policzku, gdy ucho me słyszy, jak ich natchnienie metamorfozy chcecie bezczelnie wykorzystać

Głupi jestem, bo wam ma niewiara pisana, głupi jestem, bo chcecie mego hajsu, a dacie mi za tą forsę magiczne wiadra z rzygowinami

Ch*j wam w d*py, obłudnicy, pocieszyciele zła, przyjaciele cwaniactwa

Głupi jestem, bo wami się nie interesuję, już lepsze mi zainteresowanie kupą gruzu, bo więcej korzyści mej głodnej satysfakcji to przyniesie

Jacy to oni przystojni w swym kłamstwie! A jaki ja jestem głupi w swej prawdzie!

Ja jestem otępiały, ja jestem wyzbyty czaru inteligencji, a oni niech na swych wykładach misję swej gównologii głoszą nam, bo złote pieniążki, platynowa władzunia są im i nam takie romantyczne...

"Daleko od życia, w mym świecie przedziwnym"

 Dla "I Am" Solitary Experiments



Do źródła życia wśród gór mojego żywota pielgrzymuję, by odnaleźć kształt mego ducha, on niczym widmo Brockenu, a w jego barwach chcę odnaleźć moje barwy

Wolny jestem, za politycznym teatrem i grami cynizmu z parszywością nie podążam, lecz wolność moja gorzki smak ma, słodycz bezwładnie i bez cienia świadomości odtrącającą

Jak tęsknię za drugim czternastym, tak samo wierzę zawzięcie, że wolność mi osłodzi niczym miód odbicie mej duszy, którego dotknę, które przybędzie z czerwcowym, słonecznym blaskiem z krainy Nocy Kupały

Nie ucieknę przed siłą przeznaczenia, ono mym Wernyhorą, ono mi powie, czy ma wolność będzie słodka czy gorzka.

środa, 10 października 2018

"Neofuturyzm II"

Szanuję literę, szanuję formę, przeszły czas moim biletem do przyszłości

Moją myśl artystyczną prowadzi słonecznym deptakiem:

Zaokrąglony kąt karoserii

Sygnał komputerowego klawisza 

Autobus hybrydowy

Pociąg lśniący, barwna włócznia - zimny, gdy gorący, gorący, gdy zimny - proroctwo fantastów pięćdziesiątki i sześćdziesiątki

Cyberekran, autodworzec, blok metastylowy, monetokarta, miejskie wizualizatory, kolorowe punkty biegnące od słupka do słupka, które są treściodawcami - oto me literackie przydomki, oto mój neofuturystyczny sen

Mój manifest, uciekający w poetyckie figury, mój manifest, zmiażdżony nowym światem

Oto ja, technomarzyciel, oto ja, elektroniczny poeta, który wrażliwość ratuje z pseudobezduszności

Oto ja - bit, bajt, impuls i woltomierz

Oto ja - nieznany wam.

"Neofuturyzm"

Z powietrzem ściga się elektryczny zespół trakcyjny, pantografem żywi swój umysł, prądem dostarcza mu prędkości

Przez Warszawę i Katowice, Kujawy i Podkarpacie swoje hymny na szynach i reflektorach odgrywają niczym najprzedniejsza symfonia Elf i Acatus Plus, Pendolino i Dart, swymi sylwetkami fantastyczno-naukowymi wjeżdżają w nowe światy

Stare światy żyją, lecz nowe światy elektryczne płomień postępu dla nas odzyskały

Ze słońcem i księżycem, chmurą i błękitem niebios ścigają się nowopojazdy, nowokolej pędzi jak strumień światła kosmicznymi autostradami

Widzisz pędzącą szynostrzałę, smugę ciemną wystrzeloną jak rakietę, a to nowe oblicze, oblicze me i twe

Oto elektromodernizacja - oto królowa XXI wieku.

środa, 29 sierpnia 2018

"Wierzę III"

 Dla psalmu nr 132 pt. „Na poświęcenie świątyni” z biblijnej Księgi Psalmów



W mrocznych przestrzeniach, na czarnym stepie ma dusza cię poszukuje, chce się nasycić owocami twej jasnej światłości

W czymże mój duch znajdzie pocieszenie na przyszłe dni, jak nie w twych ramionach, jak nie w twym ulubieniu?

Umysł mnie zabija, ludzkie języki drwiące i jadowite ogniem lodowatym mnie traktują, nie niknij przede mną na niebiosach, w czymże mój duch znajdzie pocieszenie na przyszłe dni, jak nie w twym nieogarnionym sercu, jak nie w twym bezkresnym rozumie?

Jesteś mym dobrym narkotykiem, co unicestwia złą krew w mych żyłach, jesteś mym dobrym alkoholem, który poddaje cię mnie twemu słowu i twemu czynowi

Nie niknij przede mną, gdy upadam i spoglądam próżnym wzrokiem w niezbadaną pustkę przerażenia, niech nie niknę przed tobą, gdy wkraczam na czarny step

Wierzę, wierzę, wierzę - oto me słowo ofiarowane tobie, oto twe słowo, które karmi mą wygłodniałą duszę.

"Policz me dni"

Jak daleko sięgasz, cieniu mej duszy, twa nieskończoność niejasna mi

Policz me dni, pierwszy poruszycielu, pieczęci świata, jak daleko sięgam, poseł swej duszy

Moje przygnębienie jak liść z jesiennej krainy, strawą i słodkim napojem zagłuszam bliskie troski

Przyjacielska ręka mym myślom już zbędna, mój bieg za chewrą kadiszą przyspieszony, jak lokomotywa zdążam z uporem do ostatniej stacji

Idę do domu wieczności, tam odpoczną me smutki, choć dusza może zaniknie, tam odpoczną me kości, choć życie będzie nadal układało koleje swego losu.