piątek, 21 czerwca 2019

"Nekrolatria"

Dla „Apostasy” i „Machine Winter” Xentrifuge'a



Instynkt, zwany strażnikiem mego życia, kremuje moją duszę – Helheimie, wybaw mnie!

Nawio, odrodź popioły mej duszy, swym rzeźbiarskim dłutem ukuj z nich moje nowe życie!

Iść za boskimi nakazami, moja wola jakże jednaka z ich wolą – oto ja, reprezentant mojej rzeczywistości

Ekran komputera spala białko mych oczu, w bezforemną, niewidzialną pustkę bolącą obraca źrenice, skąd płyną zimne wody tych słów

Inwazja nowego umysłu w mym ciele – barwy rozumu bledną, kolory intuicji gasną, gdy widzą ich berserków na odległych, lecz bliskich polach

Inwazja nowego ciała w mym umyśle – Helheim zbawił mnie swą chłodną łaską, jak nawki w Nawii nie czuję już głodu i pragnienia

Instynkt, zwany strażnikiem mego życia, on wciąż stoi u drzwi mojego domu i broni go przed złą nocą.

sobota, 18 maja 2019

"Trance is for the dreamers III"

Dla „Guadalajara” Simona' O'Shine'a



 Marzę o tobie, transowy raju, bliższyś mi aniżeli najurodziwsze córki Mokoszy

Marzę o tobie, duszo najczystsza, co trwogi nie znasz, co nie znasz trucizn Midgardu

Marzę o tobie, ciele obmyty z moich grzechów, które jest kolorowym melanżem mych tęsknot i pragnień

Marzę o tobie, boś ty niebiańskim zbawieniem mojego delikatnego świata

Marzę o tobie... Marzę o nich... Marzeniom nie powiem nigdy pas, nie uczynię nigdy wobec nich kroku w tył... Marzę o tobie... Marzę o nich...

"Apokalipsa: zestaw pomniejszony"

Moja rzeczywistość jest wirtualna, obecna w procesorze, co motorem mej wszechmyśli jest

Biegnę przez wzgórza przytłumionej radości, które unię zawarły z czarnymi, burzowymi chmurami nad moją głową

To one niosą moją apokalipsę, co rozkwitającymi różami i hortensjami są, a de facto spalone mym ogniem, co jak gorąca niczym ziemskie, głębokie podziemia lawa płynie zarastającymi ścieżkami mej wszechmyśli

To one z mego superego wykreowały osobisty armageddon, to one żywią się najwspanialszym obiadem, na którym talerzu smakowite lęki z wyborną krwią mego ciała

Sześć dni stwarzał materię Wszechświata, niebo i ziemię Jahwe, w sześć dni stworzony mój koniec świata, jego treścią me uczucie fizyczne, jego formą me uczucie psychiczne

Łza nie żłobi rzecznych koryt na mojej twarzy, co oczyma swoimi dostrzegacie, łza płynie obficie po licu mej duszy, jak powódź pochłania jej święty żywot

Piąty zmysł wściekle pulsuje, płonie intensywną czerwienią, otacza mnie wszędzie, a wy nazywacie to obłędem, terrorem mej wszechmyśli

Życie me nie kończy się nad brzegiem jeziora zagubionych dusz, życie me zakończy się na jego przeciwległym brzegu

Życie me nie kończy się, lecz dusza...

Jakie kroniki historii przyszłości napisze ma dusza?

środa, 3 kwietnia 2019

"Furiat i dziwak(moje święte życie)"

W czarne bramy życia wstąpiła moja jaźń, w czarnych bramach życia bliskie mi ono

Żyła przecięta, uwolniona spod skórnych powłok rzeka krwi, która z wolna odbiera moją zniszczoną wolę życia

Znikają obrazy mej egzystencji, mgła szarobiała co raz gęstsza przede mną się tworzy, sen we mnie podbija co raz więcej mego imperium

Spopielcie me ciało, prochem niech jego nakarmcie przestworza, tylko one mnie zapamiętają, palcem w powietrzu napiszą o mnie lakoniczne epitafium.

"Cyberpunk"

Z dedykacją dla artystów muzycznych z kręgu klimatów cybergotyckich i dla owładniętych znakami cybermiasta nawet za dnia pogrążonego wiecznie w ciemnościach.



  Miejska woń stosu ofiarnego swym dymem niby pieśnią wiary ogarnia me nozdrza, duch miasta dla mnie przezroczysty

Z komputerem zaprogramowanym w mym umyśle mijam stacje metra i przystanki autobusowe, dostrzegając elektryczne punkty zlane syntetycznie w migające obrazy

Implanty neuroelektroniczne wyznaczają puls mego serca, wybijany jak na wojskowych bębnach, przenikając i wymijając znaki cybermiasta

Syntezatorowe kompozycje skorelowane z miejskim hałasem, werbel industrialny wygrywa hymny tłumu

Stuk pociągu, ludzki głos zapowiadający maszyny spalinowe, hybrydowe i elektryczne, punkty sztucznego światła w pożyciu małżeńskim z nocnymi, miejskimi melodiami – to mój wiersz, to elektroniczny mojej duszy fundament

Przemysłowy wicher smaga sygnalizatory i neonowe szyldy, zatoczony jak wykwintną woalką wokół nich chłam i porzucone nieużytki , jakby najprzedniejsza korona cesarska z odległego czasu

O północy spoglądam w miejskie, zachmurzone niebo, ono mówi, że głośny sen miasta już moim snem jest

Rano uliczny ruch me zmysły znów zbudzi, z komputerem zaprogramowanym w mym umyśle.

środa, 13 lutego 2019

"Ty, odwieczny boże..."

Me serce obleczone w żałobne łzy, oślepione parzącym ogniem twych ksiąg

Oślepione tymi, co spożywają ciało i krew, oślepione tymi, co twym stworzeniom w świątyni Salomona ułożyli całopalne stosy, oślepione tymi, co hołdy proroczemu miastu wierne składać mają

Czemuś ludzi tych samych znaków wysyłasz pod mordercze kamienie jak wulkan kipiące twym gniewem?

Czemuś ludziom tych samych znaków pod twym bożym tronem nie zgotował mieszkań, o których twój syn mawiał, że ich są miriady w twej krainie życia?

Czemuś ludziom Diany, Manat, Peruna, Medeine, Amaterasu, Kali, Posejdona i Freyi zamknął twą monumentalną bramę do twych ogrodów ducha, w ognistą otchłani toń bez czasu i przestrzeni wysyłasz ich w złości?

Rozbiłeś lustro, w którym dostrzegałem ciebie i aurę mej mocnej wiary w twoje przywództwo

W mej księdze życia nie zapisane moją krwią tobie me uwielbienie, nie zapisany moimi sławieniem hymn wschodni, lecz lamentacja, która jest cykutą dla ust mojej duszy

W mej księdze życia zapisana tęsknota głośno szlochająca za Panteonem i Partenonem, za Arkoną i Uppsalą

Oto ja, przed twym imperium prawdziwy, oto ja, owieczka, która podążyła z twych niebiańskich pastwisk starą doliną

W starej dolinie źródło mojej wiary, w starej dolinie dawny czas moją teraźniejszością.

wtorek, 5 lutego 2019

"Dieselsteampunk"

Z kominami fabrycznymi kroczę ku niebiosom, z kominami fabrycznymi przebijemy niebiosa i będziemy kroczyć ku galaktycznym świadomościom

Mym kadzidłem spaliny z silnika Diesla, mym kadzidłem para z chłodni kominowych oraz praprzodków zwanych lokomobilami, dym węglowy z domowego pieca

Auta, motocykle, pociągi i tramwaje świszczą i piszczą, hałas z ich motorów symfonią Wagnera, symfonią Beethovena

Lecz miasto Diesla i Watta przyprószone czarną szadzą jak białym, najczystszym śniegiem, brud przemysłowy zapisany w kronikach pod imieniem żeńskim: „wszechobecność”

Murowane sześciany, betonowe prostopadłościany, z industrialną duszą romboedry – one wszystkie świątyniami współczesnych dusz, one niczym kościół jasnogórski i rezydencja wawelska

Czarna, przemysłowa burza z Londynu, Wiednia, Kijowa i Rygi nadchodzi, grzmoty słychać wszędzie jej elektryczne, w deszcz odziana ciężka woda jak jedwabną tkaniną, i spływa zgrabnie po maszynach parowych i spalinowych, bliźniacza ludzkiemu potowi

Z turbinami i generatorami kroczę ku niebiosom, ku niebiosom kroczę z zeschłymi liśćmi opadłymi na ulicy i zapachem regionów przemysłowych

Choć maszyny plastyczne mają kształty, na długie wieki my zakochani w nich, liryką, epiką i dramatem będzie im chwała, będzie im sława

Lecz czy takie tłuste lata nie przerwie wychudzona śmierć?