środa, 22 września 2021

"Ind-Białystok, ind-reprezentant: elektrociepłownia"

 W ciężkie chmury się oblekła, prostokontery wyrzucają w nieboskłon plazmochmury, za którymi ten melanż tradmoderna

Cerkwie i kościoły w tubalny miastośpiew włączają indelektron, zasłaniający swym światłem szternpółkule, o których marzą wyznaczniki romantstylowe i jungpolnijskie

Grają te trzaski, zapraszające do halohałasu, jakże proste te skomplikowane cuda techniki!

"Cerkiewna pseudoekfraza z Bielska Podlaskiego"

 W tym niebieskim kolorze ukryte te trzy osnowy boże

Choć kroczę błotnistym szlakiem ze Ślęży i tym kamienisto-zdradliwym z Panteonu, chcę zobaczyć tą boską twarz, gloryfikację pięciu zmysłów i deifikację szóstego zmysłu

Ach! Zapomniałem! To mały wstyd dla mnie! Sięgam mistycznymi marzeniami siedmiopraworządnej świątyni, w której i ten duch pobożności chce jednością stać się z szechiną

A z tej trójjedynej ścieżki chcę tej jednej, która wszelkie pragnienie obłaskawi i uspokoi

Prawosławni w rytm wschodnich kadzideł składają manualne krzyże, a ja artystycznemu wrażeniu bez walki, z umiłowaniem ulegam, logice i trzeźwości spokojnie tłumaczy mój stan ekstazy w cerkwi nieprzerwany

Obrazy do mnie mówią, polichromie świetlno-błyszczące przemawiają, a ja pokłon chcę złożyć bogu, co jedno oblicze rozkłada niczym wachlarz w wiele

Lecz czy ten cerkiewny jeden głos jak chór wyznań intonuje ten hymn jednolitej i barwnej wiary?

"Iluzja ołtarza kreatywności"

 To słońce, które każdym odcieniem światła maluje to, co ma być poza mgłą niewypowiedzianych słów

A jest komórką ciała, które możesz ucałować i utulić do snu, by w tym śnie kroczyło po wyżynach uniesienia, nizinach błogosławieństw z Bezczasowego Nadświata

Jakież bóstwo sztuki, poetycka muza w pozaprzestrzenne, twórcze szlaki wlały te słodkie niby złączone miód i mleko strumyki

Które z parzącej pustki w miękką pełnię niby księżycową pełnię wprowadziły te wianki, które rzuciłem ku mej kochance, inspiracji, by wbrew nurtowi przyniosła kosze odkrywczych słów

Oto moja miłość, której poprzez oddech śmierci napiszę epicedia, oto sosna pełna aromatów boskiego wielbienia, by me oczy na jej widok nie zamykały się przestraszone, a ich barwa promieniała radością życia

Niech nie uklęknę nigdy przed ołtarzem, który mami jak winem i jak marihuaną kadzidłem, co miał być olibanum, a jest papierosowym dymem.

poniedziałek, 13 września 2021

"Tajemnica konstelacji"

 Perseidy z odległych, międzygwiezdnych mórz pływają pod kopułą

Dalekie gwiazdy, gdzie nigdy piechotą nie dojdziemy, dłonią syna człowieczego chcę dotknąć i zamknąć ten szereg gwiazd w dzierżni

By rozsypać je po ziemi i uświadomić duszy ścigającą Brahmana

Że cząstką niewidoczną my jesteśmy, lecz z tego embrionu może wyrosnąć dziecię w okowach zła, nie w szatach prometeizmu, nie w koronie winkelriedyzmu, ani nawet w takijji wallenrodyzmu

Gwiazdy! Powiedzcie prozą lub liryką, czymże jest ta wielka woda w duszy, co wysadza w powietrze wały rozumu!

Ale ostatni bóg nadejdzie, i sąd nade mną się rozpocznie - jeśli zły żal gorzkie akordy zagrał na lirze mego dziejopisu, niech rozpłynę się jak w Brahmanie w tajemnicy gwiezdnych konstelacji.

"Ekfraza muzyczna. Hocico - [[Where Words Fail, Hate Speaks]]"

 Preludium wystawia przedstawienie, którego dźwięki szufladkują emocje i przywary Drugiego i Trzeciego Świata

W pełen niebyt przeobraża skazanych na cierpienie, którego siostra to radość, mieszkająca na szczytach bezlitosnych gór

Czyż jesteśmy zaprogramowani na przemoc, że szaleństwo nie odnajdzie słów nawrócenia socjalizacyjnego i resocjalizacyjnego?

Płynie to z niebios boleśnie oczyszczających melodia, po komputerowych dźwiękach otwierają się te parzące wrota piekieł

Żeby pokazać lepsze w gorszym i gorsze w lepszym, bo nigdy nie dźwięczała słodycz, a jej truchło nas prześladuje - oto wciąż trwające liniopisy

Przesłanie początku i końca - znajdziemy kicz w arcydziele, które na wznak wyprawia poległych do mauzoleum dziejów

Bo wiedza zawarta w tej sztuce zawsze będzie wygłaszać bluźnierstwo fałszu

A prawdę, jeśli nawet ugościmy, jej kadzidła płynące pośród ścian wygnają narkotyki, a bez nich nasza egzystencja wciąż będzie celebrować zaćmienie Słońca.

"Ty, odwieczny boże... IV"

 Znoju puste odkrywki pozostawiam za sobą jak nostalgiczne dni młodości

Za którymi bóstwa tęsknoty wciąż gonią bez zimnego, acz sprawiedliwego biczu racjonalizmu

Oto świat, w którym poezja to Samotna Góra, czyż spojrzą na nią niziny Amanu i Śródziemia?

Znoju puste odkrywki wędrują, błądzą jak z leśnych ostępów bard po pustyni

Co w tej kopalni wydobędę - węgiel brunatny, rudę złota, cynk i ołów zaklęty w trujący minerał, czysty piasek, który i on niesie bez grzechu pożytek, ale artystycznego stylu w sobie nie ma?

Ku błękitnemu pejzażowi nieba spoglądam bez krzepy uczuć, co on ziemi trudnej w uprawie objawi?

Ucieczka w podróżowanie mym niespokojnym marzeniem, lecz żadnej urokliwej przystani nie odnajdę

Bo ty, odwieczny boże, ciężki oddech egzystencjalnego trudu umysłu we mnie tchnąłeś

Tak jak ty, na swym płótnie namalowałeś błękitów i zieleni odcienie życia

Co w tej kopalni z twardych, krasnoludzkich ramion wydobędę - futuryzm, romantyzm, sentymentalizm, a może pozytywizm?

Ty, odwieczny boże, wyznaczasz szlaki dla jednych w Beskid Żywiecki, dla innych w Tatry

Oto świat, w którym żadna noc ani mgła nie nikną od krzyku światła dziennego

Czy mam pozwolić wojownikom marazmu zdobyć to w Andach położone Macchu Picchu, by wzmocnić pijackie przyśpiewki przemijania?

"Świętoprzemysłowe gaje III(Z.P.D.D.)"

 Te rury plujące żarem napęd toczą dla machin

Prostopadłościany świętoprzemysłowe z drewna jak żelazostan wykuwają pracę i domowe zacisze

Gdzieś pośród archnormalików ku niebu pogranicza małopolsko-mazowieckiego lecą jak staloorły brzdęk piłowych tarcz i siłrobotonojzy

Może usłyszy je martwe, niczym słoń i wieloryb wielkie cielsko tomaszowskiej chemifaktury

Niech płynie niczym jacht na spokojnym jeziorze diabłoboski pieniądz, w nim przetrwa wszystka ta poezja, bo wszystko jest poezja

Bo wszystko jest (nad)naturalnym urokiem, mamiącym nas bez zwłoki jak Wawel i jak Alpy.