wtorek, 13 grudnia 2022

"Sanhedryn"

 R., wojenne rzemiosło z ciebie kalekę dożywotniego uczyniło, pełne życia rozbite na swąd spalonych fragmentów C.V.

Przez lesiste góry, po których stokach łagodnie się stacza szczęśliwa melancholia, w której tli się i lśni toń wschodnich wielkich wód, upodliła się i czołgała skamląca godność, ugodzona bagnetami i postrzelona pociskami karabinów

R., daleki twój początek podróży, skąpanej w słońcu wolności, nie poznasz jej daktylowego smaku, kiedy wyjdziesz ku swej uciesze marnej z cienia zniewolenia, twoją ziemią będzie Nod, baśń, nie prawda

Skazane na śmierć twe przekonania, ich ukamienowane ciała pogrzebane na cmentarzu historii, czy zmartwychwstaną i urokiem twych ziomków urzekną, przytulą je do siebie ramiona fanatycznej miłości?

W mordzie sądowym, od bezprawia chorym, do chłodnego podziemia, a jednak ku górze, ku promieniejącym błogosławieństem ciepła niebiosom posłani zabici emisariusze i ambasadorzy Boga, który na rumaku wiary przemierza od Atlantyku po Pacyfik

Twój towarzysz broni, z którym miażdżyłeś twarze, w ekstazie powierzające swe troski i chwil zabawnych rozkosze burzom piaskowym, których wichry dla nich to przedsmak nieśmiertelnego, wiecznie zielonego raju, ukryty przed światem w więziennym labiryncie czarnych serc, śmierci nie spotka w łożu rodzinnego domu, starzec, co jego ciało się rozpada, zaprawione gangreną swych plugawych czynów

A tobie, pośród rozszalałych pierwotnym instynktem zemsty bestii, którym współplemieńcom odebrałeś w twym niewzruszonym mniemaniu życie niewarte życia, gdyż sprofanowali świętość twej ziemi, nóż linczu, Wunderwaffe sprawiedliwości zakreśliło ci koniec życia podciętym gardłem, lecz niewidzialna ręka losu wyzwoliła cię od wściekłego tłumu, anarchii, co nie wybiera ofiar

I żyjesz, nadal daleki twój początek podróży, skąpanej w słońcu wolności

Statua Wolności być może cię powita, lecz będziesz starcem, twoje ciało się rozpadnie, schorowane trądem twych bezwzględnych czynów

I zapomną o tobie pokolenia, te nowe i te przyszłe, parę słów bezpłciowego epitafium twojego przebiegnie może cicho, może trochę głośniej przez gazety i ekrany

I umrzesz, ku haniebnej dla ciebie wieczności do twego imienia pseudonim „Jeszu” dodadzą, bo ogień dobra zgasiłeś zimną krwią, bo jak Sodoma i Gomora sam na siebie ściągnąłeś powolną śmierć, która skremowała już twą chwałę wszelkich miłości.

poniedziałek, 21 listopada 2022

"Wieku, który zamknąłeś drzwi do ogrodów szczęśliwych"

 XX-y wieku, czemuś objawił swą potężną moc, który gorzką megalomanią się okazał, a nie jednością, która ludy świata łączy pod swą świętością?

Nagasaki woła do niebios, by oślepiającą, piekielną światłość zdławić w zarodku, lecz wiatr głucho kroczy po pustych ruinach

Za Hiroszimą biegnie zbrodnia, swój chaos i pożogę jako rządy zaprowadza, lecz Temido, kogo wydasz na pastwę szlachetnego zabójstwa - tego, co utopił we wrzącej krwi miecz samurajski czy tego, co dla przodków-Greków izolacjonizm porzucił?

Niebo Buczy łunę czerwoną, duszami wypełnioną zawłaszcza jak łup, krzyk zastrzelonych wydziera i rzuca, lecz gdzie - o splamioną krwią ziemię, by roztrzaskać młotem ręce sprawiedliwości czy ku przestrzeni kosmicznej, aby Najświętszy Sędzia go usłyszał i spalił ciała zaprzańców, którzy nie poznali ani wiary, ani nomokracji?

Srebrenickie polany, czy pod adriatyckim słońcem piszecie o swych dzieciach patetyczne hymny i drżące lamentacje, aby ten król, co rządził w Jugosławii innymi królami, nie zapomniał, że pożarem wybucha poprzez trujący oddech Erynii wielki obóz koncentracyjny między Belgradem, Zagrzebiem a Sarajewem?

To helleńskie królestwo piekieł swe podwoje przede mną otworzyło, Nędza, Troski, Wojna, Niezgoda i Trwoga w orszaku jakby dionizosowym rozszarpują w rytm pieśni nienawiści ciała dyktatorów, które zakwitły złotem, atłasem i blichtrem, a teraz leżą ogłuszone, do śmierci, nie do życia zbudzone

I wiara we mnie rozkwita, jak polskie drzewa, idące pod rękę z młodą wiosną, że ogień podsycany przez właściwe wyroki nie zagaśnie, gdy podmuch przybędzie, wiatr siarczysty wraz z siarką z krainy, gdzie o słońcu Heliosa powiada się: "A cóż to? A gdzie to jest? My żyjemy pod jesiennym niebem i pod jesiennym niebem umrzemy"

Wielu pisze, wielu mówi: "nadzieja umiera ostatnia", więc  i jej nie spuszczajmy w gorzkim wyroku do lochów, by tam umarła pierwsza, a nie jako ostatnia

XX-y wieku, czemuś objawił swą potężną moc, z których dłoni przyjęliśmy monety - na awersach lśnią życiodajne symbole, na rewersach na pustych polach życia słaniają się na nogach żywe trupy.

"Wspomnienie przyszłości"

 Wznosi się jak jastrząb pod świetlistym, błękitnym dywanem podniebnym ul. Polna w Klwowie, płyną po ziemi paprykowe pola, okryte jak zimowym szalem plastikowym, amelodyjnym tworzywem

Sosnowe lasy jak murem obronnym swą wzniosłą fortecą okalają czarne porzeczki, śliwy, jabłonie, przytulając do swej zielonej ściany bez znaczenia dla roli łąki krzyczące zieloną trawą i błędnymi, gęstymi krzakami 

Moją łzę wypij, Drzewiczko, zasil nią twarde koryto Pilicy, straciłem me słowa radości, biały kościele w Klwowie i świątynio waliska, której strzegą nadpiliczne lasy, które są strażniczym, wojskowym zgromadzeniem dla grobu nieznanego żołnierza AK

Jesienne grzyby pośród deszczowych promieni słońca, które diademem są babiego lata, piszą na runa leśnego igliwiach papierowych epicedia, w nich krzyk żałoby, pokrzepienie nadziei i hymniczna gloria w nostalgicznej symfonii maestoso grają niczym bard na lutni, Chopin na fortepianie, Jean-Michel Jarre na syntezatorze

Pożółkłe liście jak w lustrze przeglądające się w pełnym pocieszenia obliczu słońca poemat jako epitalamium piszą, że szczęśliwym małżeństwem jestem ja i przybytki ziemi zmieszane z dziedzictwem powietrza od Grabowej po Poświętne, od Przysuchy po Nowe Miasto nad Pilicą, że błogosławią nas ptasie śpiewy, których barwę głosu niosą cicho wzmagając się wiatry

Kiedy do ciebie przybędę, z frontu wojny codzienności i ucałuję ciebie, ziemio krucha i gładka, nie wiedzą nawet boscy opiekunowie i sędziowie tego świata, szyfrem nieugiętym, napisanym przez Norny, Parki i Mojry kolejne me miłosne spotkanie z wami, Ulowie, Głuszyno, Brzeski i Borowino

Nie zapomnę o tobie, katolicki cmentarzu w Klwowie i bejt olamie z ul. Słonecznej, co żyjesz już tylko jako kronika, przecież nadal płonie błogo w was ta niedostępna, boża cząstka!

Przyszłości moja nieodgadniona, uczyń ze wspomnienia tego hymn i fraszkę, gawędziarską, rytmiczną opowieść i szwejkowe dzieje, bo tren rozsadzi moje z porcelany serce, bo lamentacja rozgrabi mój i tak skromny dobytek, który z aksamitnym spełnieniem wyścieła mojego życia łoże.

piątek, 21 października 2022

"Religia(obiecana rozkosz II)"

 Wierze, mieczu obosieczny

Wierze, maczeto, co ścinasz trzcinę cukrową i zaprzańców głowy dekapitujesz

W tobie tli się modlitwa świetlistego serca, w tobie dojrzewa hymn nienawiści i panegiryk gorącego gniewu

Twoje ciało rozczłonkowane na tysiące cząstek religijnych despotów, twój umysł jak święty krąg otacza lamentacja i psalm ufności

Wiaro, urodę masz zjawiskową i urodą masz śmiercionośną, do której strach się dobija

Naród wybrany okręgami płynie, śpiewa z zapałem "Hallel", w którym prawica Pańska podniesiona, która pozwala upaść, a życie dalej uprawiać jak pszenicę

Mekkańczycy i medyńczycy głosami wojny, zrodzonego z buntowniczego krzyku Allaha, który tron z szafiru i srebra buduje w Syrii, Afganistanie i Czeczenii, naszidy wzbudzają, by pożarły moc demonstrującą niemoc

Jezusowe dzieci kolorowe na planszy społeczeństw, wielu tam hipisów kroczy po placu św. Piotra, a i znaki narodowych przymierzy wołają tam, by królowa tradycja na swoją pulsującą skroń włożyła krzyżacką koronę, cóż na linii przyszłości narodzi się w tym wybuchającym spokojem kotle bałkańskim?

Wierze, mieczu obosieczny, szablo sarmacka i magnacka

Ty się uśmiechasz,  a grają w tobie tony smutku

Ty się smucisz, choć smutkiem na sobie nadzieję malujesz

Nie wiem, czy w tobie zapisana prawda, nie wiem, czy artystyczną muzą jesteś, iluzją, co spali się w ognisku wiedzy i logiki

Przy tobie trwam jak Synaj przy Izraelu, Ararat przy Armenii, pocałuj mnie, a zasypia we mnie wrażenie, twoje objawienie, pocałuj mnie drugi raz, a obudzi się we mnie religijna pasja, duchowa z cielesną złączona abstrakcja

I jak mam cię znienawidzić, i jak mam cię kochać?

To prawdziwa miłość, jak ludzka o sobie opowiadająca - jesteśmy razem, mimo narzucających się na sobie wad, jesteśmy razem, bo płacz rozczarowań tylko przyziemny do siebie dopuszczamy.

"Wojenna proza życia II"

 Słyszę ten krzyk, co rozdarł transcendentne niebiosa, co grzmi rozpaczliwie pod hukiem amunicji kasetowej w Mikołajowie

Budzi się we mnie ten koszmar, przybyły z rąk Erynii, co eksploduje jak rakieta w Winnicy i Czasiw Jarze

To szaleństwo dojrzewa we mnie, nie mogę jego ognistych strumieni powstrzymać swą tarczą buntu, cóż we mnie zostanie z wyschniętych jezior pokoju?

Jak łania pragnie wody z duchowości wartkiej rzeki, tak pragnę rozkoszy tej istoty, co jedną twarz może mieć jak Jezus Chrystus i cztery lica jak Świętowit, a i która ucieka spod artystycznej ręki wizualizacji 

Kiedy barwy staną się przyjazne dla mórz starożytnej ziemi, kiedy one łagodnie się uśmiechną w ich toni?

Moja ręka wyciągnięta ku płonącemu lasowi, chcę z tej brutalnej otchłani wydobyć jego mieszkańców, by nowy Rhovanion zbudowali

Lecz tylko pieśń pokoju zagraną na gitarze rzucę ku lesistym przestrzeniom, aby ogień zmarł i narodziła się woda

Lecz tylko pieśń nienawiści zagraną na bębnach wyrwę jak chory krzew, aby lekarz dusz otoczył go kojącą, ciepłą maścią i napoił naparem rozpływającym się w spokoju jak melisa

A akordy weselne zagrają parlamenty tego świata, partie i stronnictwa służące temu światu, a nie ja, poeta zmarniałodobry, który przyjaźni się z sercem, a nie rozumem

Sztuka dla sztuki - ja

Sztuka agitacyjna, artystyczna kreatywność polityczna, dokumenty i traktaty, co prostymi, prozatorskimi słowami piszą poezję dla miodoczasu - oni

Krzyk niezgody, boże słowo, które dziecko płaczące pośród ruin pocieszy, cedaka i zakat, które w bramy cichego zapomnienia choć na chwilę zaprowadzą drżący od bojaźni ból - wy.

środa, 29 czerwca 2022

"Po pierwsze Europa"

 Dla "Better Off Dead" Suicide Commando



Zniszczone zikkuraty Twórcy Wszechrzeczy, co na jego ciele jak tatuaże wdzięczy się miłosierdzie, stroi się wojna, na jego muskułach łamią się miecze, i goreje rzeź w Buczy, masakra w Srebrenicy

Spalone te świątynie miłości, słowo słodkie a jak harfa brzmiące, stroniące od blasfemii i cudzołóstwa, a jak płonie ta lawa, dymi ten wulkan, co łagodny jak mleko był, a przebudza się w szale berserka, co litość porzuca!

Czy na pewno wszystko zostało obliczone? Czy na pewno wszystko zostało zaaranżowane? Czy na pewno wszystko ku górze idei wyniesione? Czy na pewno wszystkie gołębie serca pokoju nie zostały złamane?

Pędzi rakieta z wyrzutni wieloprowadnicowej, by spłonęła księga jedynej świętości, by podbić i zamienić błędy, przeinaczenia i narrację mariażu fałszu oraz prawdy

Pędzi kula z karabinu maszynowego, aby niewidoczny cud stał się mistyfikacją, aby skrzydła spragnionej boskiej cząstki duszy obudziły się nad kamienującym tłumem, wzlecą ku hańbie niewiary

Brama Brandenburska spłonie, ucieknie w stos lamentujących kamieni, i powstanie arena roślin oraz kształtnych, nieuosobionych mozaik

Wieża Eiffla z rykiem się obali, zgromadzą się w agonii iskrzące metale, i wzniesiona zostanie arena ołtarzy oraz posągów

Nowe imperium zdepcze żelazną nogą gromady Nieuczłowieczonego, nowe imperium zgniecie kamienną pięścią te domy Jordanu, gospody Kanaanu, Synaju i Fenicji 

Ulice i tak się wykąpią we krwi, staną się akwenem, gdzie bitwy małe i wielkie nawzajem się przeganiają

Śmierć raju - śmierć demokracji

Śmierć pierwszego wieku - śmierć demokracji

Nowy Napoleon z rąk papieża siły koronę odebrał, zdekapitował wolność

I jaki powołany do życia będzie oddział szturmowy?

poniedziałek, 13 czerwca 2022

"Wiek prawdy, tysiąclecie szczęścia"

 Idę skalistą drogą - z niej ku widnokręgowi kroczą mój przyjaciel Narcyz i mój kochanek talent

Biesiadują na wzgórzach osmolonych płomieniem pożądania, w wirze tańca dotykają piekielnego raju

Narcyzie, twa miłość ma perlisty śmiech, strąćże z wieży sądu życia moja kochanka talent

A on odrośnie jak krzak na pogorzelisku, a ty się nim zaopiekujesz, bo słowami wciąż opływa jak wiatr, który szumy spokoju kreuje w odległych lasach

I wtedy zanikniesz, Narcyzie, a z twoich prochów narodzi się w trudzie człowiek, ulepiony z doświadczeń jak Adam przez Boga

Bo słońce jeszcze podtrzymuje niebiosa wiary, i ono umrze, lecz ja umrę spełniony, bo zobaczyłem krzyczącą niedoskonałość, która utraciła starczy smak zgorzknienia.