czwartek, 12 grudnia 2024

"Alfa Centauri"

 Do domu za ciemnym, gwiezdnym morzem droga z map wymazana, lecz nie z pamięci 

Choć na tym globie pośród ziemskich konstelacji niewidocznym nowe dzieło zaczynam, łzę tęsknoty ten egzotyczny piasek zabierze bezszelestnie w swe podziemia 

40 lat przez czarną próżnię mogę wracać, ale Ziemia obcą się stanie dla mnie jak dla Hala z Luny¹

Choć tu woda śmieje się do mnie błękitem i zielenią, niepocieszający to substytut Bałtyku i Pacyfiku 

Choć lasy zgrabnie przystrojone ożywczym klimatem, marna to replika polskich lasów 

Zostanę tu, jak w Himalajach symboliczny grób z kamienia wzniesie Matka-Ziemia, tu kości me lub prochy przyjmie nowa osada i nowe miasto

Ileż tysięcy lat przeminie na bezdrożach dziejów, zanim północ i południe tej planety stanie się jak Niemcy, Kanada, Włochy i Nowa Zelandia 

Nowa Ziemia w końcu swoją konstytucję i konserwatyzm obierze, i za miriady wiosen tamte kontynenty i wyspy staną się znane jak Azja i Sycylia 

Moje oczy nie ujrzą innych słońc, obfitych w życie, lecz człowiek zasiedli je jak Wikingowie Islandię 

I ziści się ta realna fantazja Herbert'a, Asimov'a i Weber'a², bo ludzkość postępowi i eksploracji nowe drogi równe oraz stabilne toruje.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


¹ - "Hala z Luny" - nawiązanie do głównego bohatera powieści Stanisława Lema pt. "Powrót z gwiazd", Hala Bregga, który wraca na Ziemię po 127 latach, choć odczuwalnie w wyniku paradoksu bliźniąt minęło 10 lat, i zastaje ją całkowicie odmienioną w wyniku masowego zabiegu zwanego betryzacją, dokonywanego w niemowlęctwie; 


 ² - Isaac Asimov, Frank Herbert, David Weber - amerykańscy pisarze science-fiction, twórcy uniwersów, w których ludzkość skolonizowała Galaktykę, odpowiednio uniwersum Diuny, na którą składają się m.inpowieści "Diuna", "Mesjasz Diuny" czy "Heretycy Diuny" autorstwa Herbert'a, cykle "Imperium Galaktyczne" i "Fundacja" stworzone przez Asimov'a, złożone z takich powieść jak "Gwiazdy jak pył"(część trylogii o preludium i narodzinach Imperium Galaktycznego, dwie pozostałe części to "Prądy przestrzeni" oraz "Kamyk na niebie"), "Fundacja i Imperium", "Druga Fundacja" czy "Fundacja i Ziemia"(części cyklu o Fundacji, złożone jeszcze z 7 innych powieści) i Honorverse autorstwa David'a Weber'a, na które składają się utwory jak "Wojna Honor", "Krótka, zwycięska wojenka", "Cień Saganami" czy "Kwestia honoru", a także wiele innych.

"Pustynne krainy mgliste"

 Jad spływa po mym języku, w nim zatopione krzywe zwierciadła mojej duszy

Jestem martwy dla ust świata, moje oblicze zniekształcone wężowymi słowami rzeczywistości

Słońce nienawiści stapia mnie, odczłowieczam to, co mnie zdehumanizowało

Z bagna przygnębienia nie mogę na ląd spokoju się wydostać

Choćbym w werterowe wrota wstąpił, nie ma dla mnie tych perłowych marzeń ucieczki

W samotności zakończę tą tragifarsę, bo me ostatnie dekady to ludyzm w burżuazyjnym przepychu

Sił mi brak, by ocalić resztkę mego nieskażonego ducha

Choć całuję stopy scjentokracji¹, opiewam jej krystaliczne ciało, to noszę na barkach dziedzictwo chlubnej acz złudnej wiary

Sejsmika mego ciała drży, podburzana wściekłością płonącej niezgody

Choćbym opuszkami palców zatopił się w islandzkim gejzerze lub gładził nimi hebany, nigdzie świątyni ukojenia nie znajdę

Bo ta walki radioaktywność chorobę popromienną zgorzkniałego ducha w moje tkanki wtłacza jak mechaniczna prasa

I w żadnym miejscu oczu ani serca deszczowi dobrego przekonania nie pozwoli zesłać jego kropel na pustynne krainy mgliste.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


¹ Scjentokracja - patrz: wiersz pt. "Tyrannejczyk"


"Kosmiczna żegluga, czyli pocałunek dalekich gwiazd II"

 Zrównują z ziemią moje ja te biliony i tryliony kilometrów, ja tak nikły jak robak i owad, wy, biliony i tryliony kilometrów jak boska woalka, której oczy nie widzą i umysł nie pojmuje

W przestrzeniach zimnych i bijących niesłyszalnym echem próżni ukryte wspólnoty jak Nowa Kaledonia, dominia jak Grenada i dependencje jak Guernsey¹

Rzeźbami dłuta Asimov'a, Herbert'a i Lema karmimy² ten nieposkromiony głód tajemnicy, lecz jej pustka wciąż królową nauki, a prędkość światła nakazuje nam tylko wyplatać z wszelkich tworzyw te egzoplanet i wołań odległych gwiazd wizje artystyczne

Mostami fizyków biegniemy przez ciemności dające nową nadzieję życia

Leczy czy światło nowe podróży korytarze ujawni przed nami?

Ta wiedza tylko boskich krain się trzyma, może z chmur przyszłości na ląd teraźniejszości chwalebnie i z gracją zejdzie

I w bramy międzygwiezdnych oceanów wejdą nowi proletariusze, urzędnicy, politycy, uczeni i arystokraci

Na planszy dziejów kurs wyznaczając odnowom moralnym i planetarnym

Bo we mnie, robaku i owadzie, wiara w postęp machin i ducha nie zaniknie, bo we mnie, parze wodnej, nie zaniknie poczucie historycznego cyklu.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

¹ - Nowa Kaledonia: terytorium zamorskie należące do Francji, położone w Oceanii; Grenada - dominium brytyjskie(jedno z rodzajów terytoriów zamorskich Wlk. Brytanii), znajdujące się na Karaibach; Guernsey - dependencja brytyjska(również jedno z rodzajów terytoriów zamorskich Wlk. Brytanii), położone na południe od Wysp Brytyjskich;


² - Isaac Asimov, Frank Herbert; patrz wiersz pt. "Alfa Centauri"; kim był Stanisław Lem, to chyba każdy Polak wie ;). 


²

"Pandemia"

 Kto nie umrze na dżumę Mahometa, śmierci kosa upomni się w liście do niego w masce nacjonalizmu fatalnej cholery

Za rozstrzelanym szeregiem zbrodniarzy zginą masy niewinnych w swojej winie, bo tak zadecydowała polityczna linia megiery

Z dwóch otchłani wybierzmy nadziei światło dalekie, lecz w swojej mocy cały czas trwałe 

Czynami słodkimi a gorzkimi i słowami tłustymi a obrzydliwymi z gałęzi niesprawiedliwości budujemy gniazdo skalane 

Z dwóch forpoczt zła nie wzniesiecie pragmatyzmu dobra

Podzieli Europę Dunaj, Adriatyk i Odra

Czy cywilizacji demokracja zastąpi kalifów i międzywojennych słońc narodów ochlokracja?

I wtedy zdławią buntowniczy krzyk indywidualizmu z bożych łask faszyści, ruszy naprzód tank indoktrynacji i propagandy - militarna kolektywizacja 

Kto niesie na barkach ten ołowiany krzyż grzechów, naiwności i różowych okularów rodziców, ten w Tenście i St. Denis¹ nie zaśmieje się perlistym i łagodnym śmiechem 

Kto niesie na nogach kajdany krwiożerczych reżimów, o właściwej porze nie zachłyśnie się zjednoczonego rozumu i serca oddechem

Jedna śmierć w Londynie i Berlinie to tragedia, cmentarze aniołów wśród rautów demonów od Sztokholmu po Rzym, od Londynu po Warszawę to statystyka

Oby na dnie naszych strapionych dusz nie umarła sprawiedliwego sądu praktyka.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


¹ Tensta, St. Denis - Tensta to dzielnica Sztokholmu, a St. Denis to miasto w aglomeracji paryskiej, które słyną z wysokiej przestępczości. 


"Mój wódz papocezaryzm"

 Rzekłem na trybunie świata, niczym w Hyde Park'u i na Forum Romanum: "namiot twardego serca przed słońcem rozrzewnienia ochroni, w nim chłód ciała i duszy"

Lecz ogarniają go opary narkotyczne zjednoczenia dwóch połów świata psychofizycznego 

Choćbym uciekł do pustynnej anekumeny, ciężka dusza w mej głębi z nutą szaleństwa pobrzmiewa 

Rzekłem na mównicy parlamentu dusz ciemności: "ja rzecznikiem papocezaryzmu, wiara we mnie żarliwa, choć flirtuje z regentem rozczarowania i baronem rozgoryczenia

Lecz w kuluarach, jak bywa z liniami politycznymi tego świata, najważniejsze zapadają decyzje 

Dusze ciemności mą się stały poligamią, choć ja z nimi skłócony, jedne rzeczywistego bezżeństwa głoszą we mnie proroctwa 

Choćby po Pluton słońce ekspansję destrukcji poprowadziło, choćby Karpaty w jednolite plateau same się ukształtowały 

Oblicze tych sekuhiobozakonnych proroctw odlane w hartowanej stali po tajemnicę naszego krańca, zawsze symbolem i metaforą w rozbawionym tłumie solowego, klubowego tańca.

"Okcydent 2060"

Czy słychać już tam, jak brzęczą kajdany krzyżowców, co Mildę¹i Saule² w fantoma opowieści historycznych zaklęli?

Plama krwi, podżegana do podboju przez obietnicę władzy kital³, czy tylko ona żyje w misji propagandy?

Rozsadzą się skały cywilizacji, jej gruzy pogrzebią w morderczej pożodze kościoły i synagogi

Wiary filary jeszcze we mnie kamienne i opór stawiający fali uderzeniowej świętej wojny

Zastali laicyzmu łąki i lasy, a ich fundamenty pokryły warownie teizmu i pałace fideizmu

Lecz pieczę nad nimi ma jeden król, który niebo jako nocną zasłoną zapełni potomstwem Enoli Gay⁴, słońce nadziei na kraniec Galaktyki wygnają

I obudzą się ze słodkiego, zabójczego letargu elitarne masy, które jednym impetem srbosjeka⁵ do karawany śmierci dołączą sędziego i prokuratora drakońskiego prawa

A kolejne pchnięcia i cięcia zatoczą jak koło ten cykl dziejów, w którym świat to najdzielniejsi z dzielnych rządzeni przez najpodlejszych z podłych.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


¹ Milda - bałtyjska bogini miłości;


 ² Saule - bałtyjska bogini słońca;


 ³ kital - mylona w islamie z dżihadem walka zbrojna, kital to tylko jeden z rodzajów dżihadu, podobnie jak muzyka techno utożsamiana jest błędnie z ogółem gatunków elektronicznej muzyki tanecznej(EDM);


⁴ Enola Gay - przydomek amerykańskiego samolotu wojskoqego B-29 Superfortress, z którego pokładu 6 sierpnia 1945 roku nad Hiroshimą w Japonii przeprowadzono pierwszy z dwóch w dziejach ataków atomowych;


⁵ srbosjek - rodzaj krótkiego noża osadzonego z boku rękawicy, używano zwłaszcza do zabijania Serbów w obozie koncentracyjnym w miejscowości Jasenovac na terenie dzisiejszej Chorwacji, stąd nazwa po polsku oznacza "serbosiek". Jego konstrukcja umożliwiła zabijanie dużych ilości osób w krótkim czasie.

"Sekwencer-21"

 Z angloguzików melodie wygrywa nutoelektronik

Rozszerza muzycznych dziejów taśmy i słów wdzięk kronik

Dźwięki wojskowemu ebmomarszowi się poddają, nyktoindustrializm przesłania fluorescencję normkariery i popycha do działania aggrotechnalia

Jakże smutno i trafnie w sobie uchwycą cybersieci realia!

Lecz on na swych wirtuaelektrofonach zagra werhauzy, technomgły, złototransy i hardkorfest

To prokontro dźwięków ciemności i wodzirej wszelkich 2.1.-fiest.

"Skała hiperborejska"

 Nie spojrzałem na wrota miłości, one demonstrują fronton jak jerozolimski Dom Pański

A za nimi toczy się po eryńskich¹ łąkach nordycki wiatr - dla Wysp Owczych chorał szarej codzienności, dla mnie, przybysza z południa, zjednoczone w oczach cierpienie i nadzieja

Gdy talar z brakteatem ciepłe pieśni o naturze ludzkości nad wodami spokoju wznoszą, dla mnie to powietrze Wenus², ta równikowa walka zgniata mnie, ciało rozsadza i ku istnieniu pyłu wiedzie

Nie moim znakiem miłość ekonomiczna, moim znakiem wieczna bitwa serca i rozumu

Dlatego miłościom słowackimi i mickiewiczowskimi pozwolę żyć w głębinach duszy, nikt poza światem wiary się o tym nie dowie

Bo w nich pływają chwytające idee sieci rozczarowania, a kotwica pozwala uciec ku Antarktydzie statkom przystrojonym codziennym szczęściem życia

A mój szczyt będzie wzgórzem morenowym, a nie skalistym rycerzem chmury przeciętności przebijającym

Szczęście życia będzie turystą, co raz w roku skuszony letnią aurą uznania odwiedzi mnie, resztę miesięcy uczynię martwym deszczem

Na cmentarzu jako nagrobek postawią mi życia ogromny sens

Jak pola bitew o niespełnioną naszą wolność przypomni naprzód wiele lata o otchłani mej miłości i raju mojej poezji.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


¹ Erynie: w mitologii greckiej trzy boginie - Alekto, Megajra i Tyzyfone, uosobienie kary, zemsty i wszelkiej nieprawości;


2 "powietrze Wenus" - nawiązanie do dużo wyższego ciśnienia atmosferycznego i niezmiernie wysokich temperatur powietrza na Wenus ze względu na skład tamtejszej atmosfery.



Jak pola bitew o niespełnioną naszą wolność przypomni naprzód wiele lata o otchłani mej miłości i raju mojej poezji.

środa, 11 grudnia 2024

"Ona jest szara i zmęczona"

 Prawdziwej miłości oblicze nie w kwiatach tkwi i nie w czekoladkach balowe, orkiestralne utwory odgrywa 

Ona jest szara i zmęczona, esencję adoracji rozrywa 

Prawdziwej miłości oblicze nie chadza za królewną, bo wdzięk jej grzech kradzieży dobroci popełnia 

Prawdziwej miłości oblicze nie włościance i robotnicy miłości rozkosze jak łąkę kwiatami wyścieła, one ją spalą, a proklamują to jako haniebnego zwycięstwa pełnia 

Prawdziwej miłości oblicze to samotny las, gdzie wiatr w szum odetchnięcia wprawia drzewa, a on niesie śpiew ptasi 

Prawdziwej miłości oblicze niziny uczuć rozprzestrzenia i nadzieje gasi

Ono niknie na placach rzeczywistości, a promienieje na ulicach idei i alejach natchnienia 

Ono jest manifestem braku wielkiego, gorącego wspomnienia 

Odejdę do eremity dusz i anachorety umysłów, nie dla mnie przywileje cywilizacji.


One nigdy nie będą moimi przyjaciółmi, one nigdy nie zapuszczą we mnie konformistycznego kolektywu racjonalizacji.

"W chanacie (nie)sprawiedliwości"

 By gorycz wstecz wpłynęła do źródła, żeby tam duch pokoju uzdrowił jej ogniste bolączki, do morza życia z krystalicznie czystą nadzieją swymi potokami dołączyła

Jeśli Hiper stał się chanem naszych czasów, przed swym tronem ukorzonych urodą małostek poddanym każe składać daniny i podatki, z ich stosów ewoluują świata tego pięknotki i błyskotki

Odejdę w cień, gdzie jego słońce nie dosięga, lecz zimne i ciemne ziemie gorzkie soki wciąż spijają

Wołać w niebiosa mogę, słowa ubrane w rozpaczy krzyk usłyszą ptaki, samoloty i sterowce, lecz Bóg jest daleko za błękitnym baldachimem, tylko w mej wyobraźni o swych prawach i ustawach przypomina, pociesza pouczeniami widzących

Zachwiała się ma stopa na kamiennej drodze, rozpłynęła się ona w trzęsawisko trucizny, na pustyni zimnej jak w Patagonii* łzy moje urastają w wielkie jak Mont Blanc** smutku kryształy

Obroń mą duszę przed wyjącym młotem śmierci, ty, co nie wykraczasz poza park mojej wyobraźni, bo zbawienie twe niczym pokrzepiający napój, a łaska jak żołnierz odpierający szarże ziemskich pokus

Choć deszcze nawadniają spragnioną ziemię i powódź podburzają do aneksji dzieł naszych, choć słońce wlewa słodycz w owoce i razi w pustkowiu strzałą południcy.

Twe oblicze stałe i wierne, najdłuższe dni wieczności zastąpią krótki dni bólu i rozkoszy.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


* nawiązanie do Pustyni Patagońskiej - pustynia na południu Argentyny i Chile, która charakteryzuje się niskimi temperaturami;


** Mont Blanc - najwyższy szczyt Europy, położony w Alpach francuskich(według innych definicji granic Europy najwyższym szczytem jest Elbrus na Kaukazie).


"Narody cyfrowych barbarzyńców"

Wylej swój gniew na narody cyfrowych barbarzyńców, bo z krzywdy i drwiny uczynili fundamenty dwulicowego ducha

On rządzi, w jego imieniu na futurystycznych balach uczestniczą, swoje knucia poczytują za rozsądek i logikę

Młodym orłom skrzydła siły podcinają, w ich miejsce płynne metale wlewają, a one się nie zestalają

Pałace rozpusty na krwi nieświadomych i niewinnych jak schronienia dla ubogich budują, tam z obrazów teraźniejszości rozszalała przemoc jak lew ryczy

Wylej swój gniew na wojowników złej inklinacji(co jakby bizantyjskiego cesarza w niej spostrzegają), bo jego wrząca woda swą śmiertelną strzałą pogrąży na dnie i obnaży do kości ich fałsz przykryty urodziwym makijażem.

"Ukryć się na stepie"

 Za to, że próżność narkotyczną pustką napełniłem - przepraszam cię, Boże 

Za to, że krzyk krzywdzący wzniosłem na Szeolu wysokościach - przepraszam cię, Boże 

Za to, że z buntu uczyniłem miecz, co ścina drzewa życia i tępi ich korzenie - przepraszam cię, Boże 

Choćbym ofiarę całopalną złożył ukorzony przed twym obliczem pełnym potęgi władzy i błyskawic wypalających nasze grzechy 

Choćbym upadł na kolano, i wyznał trawiące mnie przewiny przed Twym ołtarzem 

Nie wolno mi zginąć w tłuszczu zła, spalonymi od spokoju będą omamy podstępnego króla, ironii złych monet i czyhających na nas polichromii oraz mimów świata 

Jak daleko jest północ od południa, tak dalekie me mateczniki, które za życie ofiarują śmierć 

Ojczyzny wszystkich moich dóbr odnalazłem w Tobie, niech nie ukruszą mojej duszy deszcze wszechgrzeszne i wodospady Twego gniewu.

"Wolność zwana niewolą"

 Mówią: "jesteśmy jedwabiem, przyjemna nasza osobowość", słyszę: "nienawiść naszą drogą, a ty śpiewem syreny, co uwodzi śmiercią"

Mówią: " jednakie nam trzy odmienne barwy na dłoni", słyszę: "lud nasz zjednoczony kroczy tylko jedną zwycięstwa drogą"

Mówią: "pokój bez nowoczesnych ciemiężców", słyszę: "megalomania nie jest kwestią wstydu, a przetrwania i chwalebnego uznania"

Mówią: "suwerenności dla nas jak czystego powietrza", słyszę: "niech nikt nie ucałuje dłoni demokracji, bo niepodległość nie zna przekupstwa i sprzedajności"

Mówią: "kroczymy ścieżką samotnego wilka, to początek mocarstwa wszystkich mórz i lądów", słyszę: "to nasza przegrana, kodeksem honorowym zaspokoimy głodne masy, ale drżymy, bo rebelia zawsze spogląda z daleka na nas, bliźniaczka kostuchy"

To wolność zwana niewolą, zwiesz siebie twardym, kamiennym murem, a ty tylko porzucony kamień polny, który w samotności nic nie znaczy, a kunktatorzy z sadzawki tworzą groźne morze.

"Tyrannejczyk"

 Wydżuntujemy¹ siebie z biblioteki na szalony bal

Ścianowizory² przejrzą i spełnią nasze pragnienia, szczęściem prawdziwym i złudnym wyściełamy nasze dusze

Matrix swymi pędzlami i ołówkami namaluje i narysuje bliźniaczych rzeczywistości naszych epiki dziejopisarzy

Wells'owskim wehikułem czasu³ jakby w nadświetlnej, jak wahadłowcem z werwą polecimy do niezliczonego, nieogarnionego roku

To lata świetlne stąd rozbijemy z nienawiścią to, co filozofom się nie śniło, parseki⁴ stąd cierpienie w diamentowych komnatach hedonistyczne będzie wiodło życie, krew instynktu spływać będzie po przyszłości nowoczesnym i gibkim ciele

Choćby technokracja⁵ z siebie podniosła na wyżyny życia piękne sosny, akacje i modrzewie, unieważniła swój mrok, choćby scjentokracja⁶ swoje ustawy przeforsowała

Wszystkie intrygi i masakry zamieszkają poza Ziemią wraz z nami, choćby je skryli w sejfie przed innymi oczami

A one nowe kolonie, dominia⁷ i dependencje⁸ pozostawią w ogniu pustkowia powstania warszawskiego⁹.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


TYRANNEJCZYK - tytuł wiersza nawiązuje do wojowniczego i bezwzględnego ludu z pustynnej planety Tyrann, występujący w powieści "Gwiazdy jak pył" Isaac'a Asimov'a. Tyrannejczycy podbijają planety w Drodze Mlecznej, i podobnie jak imperium mongolskie, podporządkowują je sobie i każą sobie płacić podatek za poddaństwo(sami Tyrannejczycy są inspirowani właśnie Mongołami z okresu średniowiecza).


¹ Dżunting - forma teleportacji, którą można wytworzyć siłą woli, występująca w powieści "Gwiazdy moim przeznaczeniem" Alfred'a Bester'a.


² Ścianowizory, ang. parlorwall - futurystyczne urządzenia w formie ogromnych, domowych telewizorów, przypominające telebimy zajmujące całą ścianę w domu, obecne w powieści "451 stopni Fahrenheta" Ray'a Bradbury'ego. Dzięki ścianowizorom i zintegrowanemu z nim syntezatorem obrazu można wygenerować swoją postać niczym w technologii A.I., która uczestniczy w programie TV pt. "Rodzinka";


³ Wells'owski wehikuł czasu - aluzja do powieści "Wehikuł czasu" Herbert'a George'a Wells'a, gdzie główny bohater porusza się w czasie tytułową maszyną, i przenosi się też do bardzo odległej przyszłości, setki tysięcy, a nawet miliony lat do przodu;


⁴ Parsek - astronomiczna jednostka odległości w kosmosie, która wynosi 3,2 roku świetlnego;


⁵ Technokracja - ustrój społeczno-polityczny, w którym sprawują władzę naukowcy, technicy, eksperci czy kierownicy produkcji;


⁶ Scjentokracja - forma rządów, gdzie decyzje są oparte o wiedzę naukową;


⁷ Dominium - tu w znaczeniu: dominium brytyjskie; forma państwowości między samorządną kolonią a suwerennym państwem. Przykładem takiego państwa jest Australia, Kanada czy choćby mniejsze państwa jak Grenada czy St. Lucia;


⁸ Dependencja - terytorium zależne od danego państwa, lecz nie wchodzące w jego skład lub też część terytorium zależnego, wchodzącego w skład np. dominium. Przykładem dependencji jest Guernsey albo Man należące do Wlk. Brytanii;


⁹ "ogniu pustkowia powstania warszawskiego" - aluzja do doszczętnych zniszczeń stolicy w czasie powstania, które gdy zostało przegrane, Warszawa praktycznie się wyludniła.

"Uciec od zagłady"

 Niezgody moja szabla chce przeciąć tętnicę, którą wypełnia krew obłudnego życia

Po widnokręgi nieskończone przetaczają się martwe ciała dobrego przetrwania, wpadają do klingońskiej rzeki darwinizmu

A gdzież ze słońca wziąć ten promień, co ratuje przed zimnem kamiennej macewy i krainą życia, gdzie duchy-emigranci oglądają Pana?

Mogę iść do domu karmelitów, w ciszy mi ofiarować jedwabne tkaniny spokoju

Mogę iść do zakonzaczmyska filipinów, nasiona tych trzech tarcz zoroastryzmu rozsiewać, i kąpać się w ich plonach, budować na nich miłosne tchnienie

Mogę iść do pustynnej oazy esseńczyków, księgi zesłane z filozoficznych i etycznych myśli spisywać, kadzidłami modłów i psalmów otaczać świątynnego króla wszystkich gwiazd

Lecz tam nie znajdę zdroju, w którym pożar mego buntu w ożywczy wiatr przejdzie, jego dymy zdławią powietrzni kapłani szczęścia

Moim pewnym krokiem nikłe światło w ciemności zła, lśniące po wsze czasy z otchłani zranionych dusz


Niech uratuje mnie przed nuklearną pożogą diabelskiego uśmiechu ludzkości ten, co pola wiary posiada szerokie jak kosmos, a rozum jest tylko ich zwykłym obywatelem.

"Gdzie wysoki w Kambodży, tam niski w Holandii"

 "W oczach wściekłego czardasza smutek, usta zimne w mowie i bogate w sarkastyczne diamenty, cóż mu doskwiera?" - zapytał szary obywatel

"Zapytaj go sam, nulmistrzu" - odpowiedź taka zmieliła się ze skał mezoegzystencji na jej mdłym języku

"Idee gorące jego zaprzestały swojego marszu w lodowej pustyni dalekiej od ekumeny" - z oddali głos rachmistrza zysków i strat zbiegł do tej usukonwersacji

Ten trójchór zaintonował wagnerowską pieśń, elektryczną suitę jego pasjogłosów, pozostawi cudaka w jego surrealizmu niebiańskich domach:

"Niech spokój odnajdzie w salach sztuki, gdyż ręce polityki strącają wieże wiary, włócznia zmiany obraca się przeciwko wojownikowi, a marzenia w nim trwalsze niż ścisłych, technicznych oraz przyrodniczych nauk obliczenia i twierdzenia"

Deszcz zasłoni słoneczną obfitość, nie jemu dane przywództwo w życiu plonach.

środa, 18 września 2024

"Rozproszone serce"

 Stalowy hełm, żelaznej konsekwencji lanca - oto mój majątek prawy

Pogląd twardy jak brutalistyczny beton, współczucie umiłowane moje - to nie wody płynne belki, a droga przez step stały

Nie widzi żaden naród rozproszonego serca, że delikatny mięsień skrywa spartańska skóra

Chce me ciało obudzić we mnie żubra, lecz dusza to wełna alpaki, nie gromowładna tarcza tura

Na mej piersi medal rewanżyzmu, stworzyłem z bratków i akacji wikiński topór

Rozgorzał do dna rozgoryczonego ducha wobec obojętności świata i magnackiego pałacu nadziei opór

Lecz moje więzienie to te dwie półkule od równika, w nim znaleźć trzeba życiodajnego przetrwania sens i sentencję

Podążać zza krat umysłów za słońcem wolności, wychwalać zdrowia i radości esencję

Żadna z tych rzeczy w mej biografii nie powie, cóż ciało naprawdę okazuje, a dusza ma się radować w pełnym fal zdrad morzu zimnym

Skoro ja wiem, że to absurdalny i ciemny świat, nie miodowy kraj zewsząd widny

Jestem szwoleżerem, a jakby w tej iluzji zbetryzowanego ludu statua i chluba

Jestem hoplitą, a jakby w tej fikcyjnej powieści wątłego pokoju propagandowa tuba

Oczy moje nadal wściekłości nadają naddźwiękowy pęd, usta moje cierpkie i głośne w ogniu armat i haubic samotności

Nie ujrzą tego posłowie umysłu, zignorują ludzie dobrzy a prości

Z marzeniami trzeba pielęgnować mą jedność krzyczącą z bólu

Ten namiętności cezaropapizm opuścić, bym ja i on w dobrach dla siebie sanktuariach przebywali i podejmowali dla siebie skrojoną nam wagę trudu

Choćby struny cytry zabrały duszy pale i krzyże, a klawisze fortepianu jej utrapienia złoto synagogalne

Wciąż mną władają utopijnego instynktu jakby plemienne rady dawne

A moje więzienie to te obie półkule od równika, do górskiego, kontemplacyjnego klasztoru sięgam wyobraźnią marzycielską

Lecz nigdy nie porzucę tej mamony oraz zbrukanej siły pożółkłe i tłuste cielsko

Zatem słabych czasów tworzących silnych ludzi poza przybrana

Po czasy mesjańskie musi sobie folgować ta wszelkich wojen zabawa.

"Monastycyzm światopoglądu II"

 Związany więzami świętości, młodopolskie i romantyczne błogosławieństwo przylgnęło do mnie

Jak róża namiętności, nihilizmu i dekadencji się po mnie pnie!

W zamkach samotności i w Tatrach klasztorach kontemplacji duszy zaniepokojenie bolesne uspokojone i zawarte

Cóż ja zaraz za wiary głupotę palnę, z wyżyn życia na piekielny parter?

Przyjaciele - to Bóg i bliska przyroda

Im i poetyckim moim kamratom dedykowana monastyczna, tajemnego światopoglądu oda.

"Precz, ciałopalenie w szatach zniszczenia!"

 Choć cenna jest śmierć w oczach imperium zmysłów nieprzebranych

Z mojej wątroby, oka i goleni plugawej ofiary nie przyjmiesz

Twoje usta spalą przepisane kapłanom żertwy, szaleńca i samobójcy na transcendentny dziedziniec nie powiedziesz, bo niepokorny czyn ponad pokorę twych międzygalaktycznych słów wznieśli

Choćby Treblinka poddała ciałopaleniu duszę, a Jasenovac w niepamięć posłał moje martwe ciało, w chmury całopalenia

Niemiłym grzechem pozostanie ta aztecka świątynia, inkaskie mumie gdzieś w toni andyjskich szlaków

Żyć - to twój nakaz, pląsać przy harfie pieśni dawidowej, cytrze lamentacji asafowej, w chórach niosących się poprzez psalmy wstępowań

Bo choć niepojęte twe groźne myśli, w Jeruzalem, Romowe, Rzymie, Amritsarze i na Akropolu

Wierność twoja naszym podium, słowo twe chłodzącym wiatrem w parne dni, przebaczenie przepełnione Tobą odkupienie naszym w radości głośnych manifestach.

"Gdy nieufność swą powódź rozpowszechnia"

 Upadłem, iskra rozgorzała w pożar, krzyknąłem ku wiecznym niebiosom: "rozpływa się moja dusza, gdzież wody jej jak Amazonka sięgają, chcę suchego lądu, czystości serca"

Jestem tylko człowiekiem, a oblicze twe jak słońce z wodnych odmętów przywraca nam piękny ląd, w zieleń obfitą, suchy, acz i twą łaską oraz zbawieniem odżywiony

Gdy otchłań patrzy na nas, dziedzińcom Jego i miejscom Jego powierzmy swój wątły czas

Nie zniknie ta łza radości, która otwiera przed nami krainy idealnego nieopisania.

"Zapowiedź proroctwa(nowa historia, stara korona)"

 Patrząc na horyzont zachodu słońca, znów mi bliskie są te świętości północnych stron

Które pamiętają wały kultowe na Łysej Górze i Radogoszcz, gdzieś zaginioną w dusza ciałopalnych za Nysą i Odrą

Bo czy czas przyjdzie - czy triumfalnie wejdzie w bramy boskiej chwały, czy cicho coś go przywieje jak polny, pożółkły liść?

Niedana mi jest ta tajemnica, to wiedza ukryta, lecz w wierzących sercach wyryta

To staloryt wieczny jak te niebiosa cesarskie ponad duchem, to drzeworyt, w którym dwa kolory to paleta życia

Nie nam, ludziom magii prawdy i kłamstwa, nie nam jeszcze podarowana zostanie ta nagroda - wieniec laurowy prometeizmu, buława ogłaszająca koniec winkelriedyzmu

Czy ujrzą ją pokolenia - te dzieci w szatach najpiękniejszego błogosławieństwa?

Naszą wiarą radością niewzruszoną uczyńmy, czas na tą generację dzieci w szatach najpiękniejszego błogosławieństwa zawsze jest, lecz nigdy go nie ma

Lecz czy zawsze? Wiedza ukryta kiedy wyjdzie może poza salony serc, w których ona jest wyryta.

"Samotność sztuki(nasze granice ideologii)"

 Cóż, Panie, uczyniono z tą krainą życia od Grenlandii po Ziemię Ognistą?

Ma dusza tej odwróconej równości stać się nie może bliską

Zewsząd niebo czerwone od łuny płonącej duchowości krzyczy Córami Koryntu i tej dalekiej od nas Republiki Świata

Niespisana nigdy zostanie ciała hańbiący ubytek i duszy rozerwanej strata

Tutaj płatnej miłości ulice puste, dookoła halabarda je ścina, maskowany indyferentyzm lub błyszczą w metropoliach największej przyjemności i instynktu posągi i pomniki

Chciałbym, by rozesłano przeciw tym zaprzańcom ostatecznego końca wici

Bo i ja tych fizykalnych rozkoszy nie dostanę, bo i ja mogę romansami z przestrzeni wieków karmić moje psyche nigdy nienaprawione, a rzekomo empatyczne i zdrowe

Mówi tłum: "jędrny twój umysł, wartości jemu miłość doda", zarzekają się możni w zasadach tego świata: "choć pusta wokół ciebie przestrzeń jak step i tundra, ty zbudujesz tu Jerozolimę lub Ateny"

Taka myśl umrze w walce, taka myśl dla przetrwania nie będzie wspierała (ukochania) weny

Bo choć ta sztuki samotność w jakimś pozakosmicznym wyroku spisana, spełnisz w szczęściu jej dolę i niedolę

Więc powiedz mi nie słowem, a wewnętrznym czuciem, Najwyższy, czy świat zawsze rozpaczliwie krzyczał: "w niesprawiedliwości tonę"?

Ta sztuki samotność zawsze od ludzkości oddala

Dale j nie zostanie przerwana wodami gniewu ta kłamstwa, manipulacji i drwiącej nienawiści tama.

sobota, 18 maja 2024

"Czasy zawsze są ciekawe"

 Czasy zawsze są ciekawe, z małości na morze życia wypływa taka sama małość, nie liniowiec i nie prom

A rachityczne canoe, które ku głębiom wypchnie niszcząca fala

Czy to nienawiść, czy to rozum? Żadnej na to odpowiedzi życia jakakolwiek cudowność nie dała

Ja chcę w tej duszy świata dostrzec diamentowe oblicze i srebrne oczy(bez diabolicznej światłości), a to gryziony rdzą kwaśno-gorzką złom

Uzależniony od dobroci, w niej zastygły i z nią walczący, w bagno spoglądam, pętają mnie wyziewy gniewnych wulkanów

Ty, Najwyższy, niesiesz mnie nad złością otumanionych mas, uciekam spod knutów i biczów zanurzonych w piaskach bezkresu samomiłości różnej maści panów

Nie sprawiłeś mi z Księgi Przysłów ideału damy

I kroczyć muszę w te skromnego wyboru kramy

Lecz spadnie na stepy deszcz ożywienia, tam życie obudzisz w sercach i umysłów trawach

Tam nawet za gazowym murem nie przyjdzie ze smutkiem bez wiary do kolejnego dnia trwać, nie przyjdzie nawet mi pod gnającymi, połyskującymi kulami odrzucić Tanach

Przyszłość nieznana, ta najjaśniejsza droga zawsze znana

Nie umrę od ciosu, choćby ciało zbielało, choćby nieskończona wojna to była krwawa

"Twa kwietnopaprotna latorośl"

 W jakież niebiosa wkroczył twój lud, z Serbii, Nowej Gwinei, Namibii, Brazylii, Filipin i Meksyku?

Uwierzył w twą kwietnopaprotną latorośl, ona jak mexicayotl i Santa Muerte, rozsiewa ich nasiona

To nie nasza chwała i najświętszej wiary namaszczenie, utrwalona złudna moc uniwersalnego nawyku

Jak na dziedzińców Jedynego proroków, twój bezkształtny w słowach i powabny w przesłaniu głos: "moje myśli nie są waszymi myślami, moje drogi nie są waszymi drogami"

Tyś duch bez synów i córek! Dalej jesteś świata wszystkimi tajemnicami!

Może i twoja to myśl, że dawno temu cudowne doświadczenie zstapiło znikąd, może i twoja to droga, że miriady spoglądają na ciebie jak na przepiękną mitologię

Karmieni zdrowiem psychologii, przebrani na balu Wszechświata za geologię, inżynierię i biologię

Twój zegar o niewłaściwej porze światu ogłosił umysłów przebudzenie

Nadal nikt nie poddał się twojej artyzmu i pokoju wenie

Utracenia wartości suchych gałęzi i wodnych tataraków nadal jakby żywot wieczny

Długo jeszcze nie wybudujemy do ostatecznej utopii trakt miodowo-mleczny.

"XXI wiek VI"

 W teatrze życia gargulec-grzech gra perfekcyjnie cnotę

Na torsie kapitalistyczny banknot, na skroni krzyczy jak diadem aronowy JHWH: "ciebie nazywam kłamliwym czcicielem irmogrezowych orgii, ty istniejesz w ducha próżni, o Boże!"

Lecz łgarstwo świata to złaazalii symfonia, wsparta stopami o wzburzoną wodę i dłońmi o skażonego powietrza kolumny

Wielu powie: "z Monachium wznieśli mnie na wiecznej rozkoszy himalajskie szczyty, ze Sttutgartu i barokowych (nie)ruchomości jestem dumny!"

W słońcu upadek ludzkiego defektu, w niebiosach błękitnych i szarych nieskończony ocalenia azyl, nad nami w ofiarnych przestworzach grozy i ukojenia boska potęga

Ona zawsze zrywała w puszczach i pustkowiach ludzkiego zagubienia pęta

Choćby żywioły do innych gwiazd przegnały ciała i duszy nadzieję

Pozostaną światłe i bezmiar wiekuiste Pana splątane i rozplątane dzieje.

"Demonicznej chciwości radowe dziewczyny"

 Dziewczyno z Uppsali, białogłowa z Reykjaviku i ty, obywatelko Galway - czy diabeł się skrył w bunkrze jak w Wilczym Szańcu, nieudolnie los zamaskował płonące chciwością oczy Alfludwików?

Towarzyszko Perkuna, moskiewska alegorio urody i ty, dziedziczko Chadidży i Fatimy - czy boskie prawo dla dobra sprawy cierniami bezkształtnych istot zmiażdżyły wasze delikatne ciała?

Krakowianko, prażanko, neapolitanko i tallinianko - czy w ergu piasek nazwiesz zbawczymi jagodami i jeżynami, czy na tundrze twej z piersi ziemi wyrasta gościnna lasotundra?

Germanio, arystokratko Afrodyty, ewangelicka potomkini z Carson City i ty, miłośniczko psychofizycznych uciech i pociech z Kurytyby - czy rozwiązłość zbombardowała twej wiary twierdze jak w Dreźnie i w Tokio? O, powiedz mi! Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Paryżu i Oslo, czy w tym serc gorzkim kompromisie jest metoda?

Wilnie i Zagrzebiu, czy w rychłej, jahwistycznej sprawiedliwości jest metoda?

Londynie i Helsinki, czy gdy przed tobą roztoczony jest widok niewidocznego, czy w tym jest metoda?

Berlinie i Amsterdamie, gdy chuci rozkazaliście płacić dżizję i trybut, czy w tym jest metoda?

Ja widzę tylko jedno tego rozpasanego bluźnierstwa oczyszczenie - nie wchodź na chybotliwą łódź szaleńczej, okrutnej miłości, choćby urzędy pachniały paczulą wprost od Mustafy Monda i drzewami sandałowymi od Dekanki i Czekli

Bo przyszłości ramy i duszy królestwa będą twoje imię penalizowały, twoje dzieła z lubością kryminalizowały.

czwartek, 4 kwietnia 2024

"Monastycyzm światopoglądu"

 Choćbym szedł przez wiwatujące ulice, przystrojone śmiałym błyskiem sztandarów łupów miłości

Nigdy przed mymi oczyma nie skończy się górska i wąska droga samotności, gdyby nawet z nienawiści najeźdźcom mej duszy nogi stałe się chrome, a serca jak rak zżarłby arszenik rozgoryczenia

Skoro przede mną po wszystkie widnokręgi ciągnie się w tych Andach pustelniczych puna esseńska i paramo kamedulskie, to próżno mi się wzbraniać przed tym niepojętym monastycyzmem światopoglądu

I jak w skicie z Odrynek wkoło bagna w kolorach zgnębienia i konsumpcjonizmu wyniszczenia, rozlewiska mieniące się tonią tragikomicznej urody jak pomiędzy Emryn Muil i Ered Lithui

Niech zatem eros zamieszka koło Delta Persei, a agape na solarnych planetoidach, bo tam sięga z Ziemi sygnał astronomiczny, który w prawdziwe jak ateńskie posągi świątynne oblecze odpowiedź z tamtej, martwej strony życia.

"Cicha hierofania"

 Ty, który zbudowałeś 7 dni, dni rąk, stóp i umysłów i nocy leczących spoczynków

Porąb drewniane posągi ubóstwa w smokingu zamożności i we fraku drwin

Bo ze swych wichrowych wzgórz, których drzewa pachną wódką, a trawa potem nikczemnego pobudzenia jakby jej rosa, nie widzą Ciebie, tylko w ich uroczystości przed aron ha-kodesz zaśpiewają psalm sobotniej radości, a przed ikonolatryczną wieżą odmówią "Skład Apostolski"

Bo twój wzrok sięga poza nasz gest, nie przetrwa przed twym obliczem ten, co wypija koniak z jęcząca krwią i haute cuisine to jego śniadanie na talerzu skrzywdzonego ludu i ten, co w zbrodniczym domu wszelką nieczystość przykrywa lekkomyślnością zabawy i bezmyślnością cynizmu złodzieja

Niech do myśli świata dotrze rozróżnienie w twych oczach, wyrwijmy dobrą wolę z krainy umarłych, niech tylko twarde serca jak gobeliny przystrajają tam ściany jej mieszkań

W krainie żyjących będziemy trwać w przyjemnym chłodzie i kojącym cieple, bo wielkość twa niweczy dziedziniec kosmosu, a myśl twa do pokory wzywa mądrość, choćby pycha mocne ciało miała i prawo przemocy radośnie świętowało ze swymi sztandarami, gdzie wyryte są dla licznych prawa nielicznych

Moją ufność w zbawienie muszę czerpać ze źródeł wiary jak pasterze z Eufratu

Bo to wyczekiwane jutro nadejdzie, lecz nie wiem, czy będzie ono metaforą czy personifikacją.

"Puch marny, a jakby twardy"

 Różo, czemuż cię pociąga pustkowie bez ludzkich głosów

Gdzie woda to mahometański mit, a wkoło tańczą maski skrywające atawizmy bezprawia

Łez obfitości napełnią twoje rozczarowanie, kłamstwo to jego argentyńska szarfa, miłości nigdy nikomu nie sprawia

Instynkt jak ciemność zapanuje w twej myśli, życie powierzysz przypadkowi brutalności, to nie będą dnia zwykłego koleje losów

Pustkowie twym meczetem i świętym gajem, lecz dym opium rozwiej ponad twą głodną duszą, buntowniczym ciałem i chorobą fascynacji

Bo twa ewangelia nie obróci pustkowia w łany pszenicy, bo rozkosze zmysłów w rzezi jak na Woli zepchną ciebie do piekła zagubienia

I nikt poza rudzkim schronem, egzekucją w "Gamie" i negocjowalnym afektem nie przyzna tobie racji.

"Beringio i Sahulu, wy jak legenda sumeryjska"

 Na Beringii twierdzę z diamentu wzniosłem, żar uśmiechu tępej rzeczywistości wody podniósł i gorzkie zimno mnie teraz przenika

W Sahulu geograficzne koleje losu ze słońcem kolaborowały, Nowa Gwinea to głowa moja, Australia mym torsem, a Tasmania stopami

Przecież mogę wstać! Zegar życia znów przyjemnie tyka!

Lecz cieśniny Beringa, Torresa i Bassa moje marzenia hukiem wód pogrzebały

Mogę jak olbrzym brodzić pod Cejlonem lub w płytkich wodach fale wzburzać pod Zanzibarem, lecz ciało me stalą przeplatane kamieniem

A sędziowie żaru uśmiechu tępej rzeczywistości filary mej duszy na śmierć wydały

Ciało jędrne, oczy żywią się oczyma, lecz me ręce puste i myśli Julii i Lotty wygłodniałe

Więc wszystko wiekiem trumny przykryte, i beznadziei plugastwo trwałe

Niech niebo mnie znów lodowcem przykryje, płatkami śniegu epiki, liryki i dramaty o mnie spisze

Beze mnie, na szczęście świata, lecz mego siarkowego kadzidła, przetrwają podtrzymujące (dobro)bytu lądy materii nisze.

"Jak prowadziłem dysputę z prawdą"

 Srebrne kafle u stóp tronu codziennego powietrza, jakim jestem ja i miriady od Rovaniemi po Palermo, od jutrzenki nad Birobidżanem po granatowy widnokrąg zmierzchu nad Belfastem

Oczy moje powstają ponad wojny złotej egzystencji, a ja na moście nad rzeką świadomości

Ono z toni na przestrzał ciemnozielonej woła do mnie: "idea jak kobieta bez sacrum wartości, otoczona powabnym ciałem, lecz dusza głucha, skatowana biczem kokosowego mazidła i kastetem wypielęgnowanych, czerwonych ust"

Ono taką refleksje przyodziewa w takie zmęczone słowa: wiara ulotna, wczoraj Zeus i Weles, dziś Adonaj, jutro może Ngurvilu lub Ereszkigal, czyż to nie wiersz i nie obraz, spod ręki tej samej wyobraźni?"

Ono taką naukę głosi jak Budda, niczym prorocy Najwyższego na dziedzińcu pogan: "iluzja wonnej miłości żyje w tobie, oświecenia z Bordeaux i Lille nie oszukasz, romantyczne doktryny rozbłyskiem co zniknie w nocnej puszczy dziejów, Adam i Ewa wiecznością bez szorstkości i gładkości, gdzież w tym wszystkim znajdziesz pokarmu sensu i wszechsensualny, kiedy twe życie mierzone w węzłach jak na promie lub żaglowcu?"

Lecz twej wszechmocy ulegam, Boże, ma żelazna tarcza spływa jak rażona upałem w ziemskie wody, wzywam twego nieprzeniknionego imienia w labiryncie zgub i zgnębień moich, a ja już jak na Ipanemie, odpocznienia eklogi moje muskane przez słońce, zanurzone w atlantyckich falach twego ducha

Życie me jak ostrze miecza, za długie na dekapitację i za krótkie na umysłów przewodzących owacje

Lecz dusza moja w twej przystani ogląda twój Avalon, gdzie pałac twój i aniołowie twoi, on zwycięstwem wiernych, on matecznikiem przetrwania wśród moich ograniczeń

Nie zniknie pragnienie ścieżki serca i traktu uczonego, bo wiek twój nie zna zmarnowania i prędkiego występku

Znów jestem pewien, że sen mój niezmącony pod twymi orlimi skrzydłami, oby płacz pozostał krótki jak cudem przybyłe śniegi w Honiarze lub Santo Domingo.

niedziela, 24 marca 2024

"Ten mówi do niego: tyś moją ucieczką i twierdzą"

 Cóż to za światłości dzban miodowy rozlewa się po krainie żyjących?

Dalekie me przeznaczenie, otwarta brama tej wierności, która zaprowadzi zatopionych w bojaźni Pana morze ukojenia, osadzi w głębinach dobra

Wielu rozgrzewa swe zimne, żelazne usta: "czcij królestwo widoków, to, co osadzone na wyspach tradycji, niech krwawej śmiałości nie wysuwają przeciw nim kontynenty odziane w przyszłość, twoje oblicze twoją rozhukaną boskością, odeprzesz ramiona świata, to twoja śmierć zetrze twój umysł, daleko gdzieś w kosodrzewinach zadumy i turniach samotności"

Lecz wyszedłeś naprzeciw mnie, Panie, uśmierzyłeś swój gniew wobec martwych barw, które jak pędzlem pisały moją na ciele zgryzotę, bo staną się tłem powietrza, spalą się w płomieniach skały pamięci wymykającej się cielesności prawdziwych rzeczy

I mogę ożyć na cokole bóżnicy tęczowej, bo sen tam dajesz mi otulony leśnymi liśćmi i przebudzenie bogate w słońce radości

Bo przed tobą milion lat przemija jak nocy zmierzchy i świtania, a ja jak ziemska proza codzienności i poezja momentów jak pawie pióropusze i śródziemnomorskie krainy, zamilkną w słowach mej kroniki, a deszcz skropi moje ciało z obojętnością, słońce nie ściemni mojej bladości

Niech zażywam napojów twojego błogosławieństwa, zanim rozbudzisz we mnie moje przeznaczenie.

"...w których ścianach barwy życia znów odnajdziemy"

 To, co jest bursztynową komnatą jaźni mojej, przetrwa te sztormy, które w ruch wprawiają wichry złotych ust ideologii, rozszalałe przez nich wody do fundamentów burzą te nadzieje na brzegu, które są latarniami wiodącymi do wspólnot, nie chełpią się egoizmem i butą połamanego indywidualizmu

Latarnie te odbudują promienie złotego słońca wspólnot, lecz jak te świetlne wieże morskie z Rozewia i Kołobrzegu, staną się Domem Starożytności, a nie sukcesorami wspólnot

Prometeizm ze snu dawnych czasów obudzę na Morii, bunt przeciwko konstytucji społeczeństwa rozniecę w swym duchu jak niszczące płomienie, handel to uczciwy, kiedy kupię chleb wolności przyprawiony gliną samotności niż transakcja, gdy pieniądze złotoustych zamaskują me rany smolistym bandażem, i wyrzykną na gniewu wiecach: "on nie cierpi, oczy jego już nie zakryte sukcesami minionych wieków"

A na dnie pod górskimi rzekami walecznych piorunów przestrzenie tego samego rozgoryczenia sięgają już nie Bieszczad i nie Pomorza, a Kastylii i Karelii

Puczem kwiecistych pól nie rzucę jak młotem przeciwko rządom despoty męskości, to musi być rewolucja, w której barykady rebeliantów miłości zatrzymają pochód 24-ego lutego i marsz 1-ego września

I wrócą do domów czerni te demokracji szarości, w których ścianach barwy życia znów odnajdziemy

Więc kupiłem chleb wolności przyprawiony gliną samotności, i w samotności go spożyję

Na ołtarzu życia nie złożę ofiary Molochowi, na ołtarzu żertwy krzyczącej duszy ofiarne płomienie spopielają placki z rodzynkami i miodem, oliwne mąki i tłuste mięsiwa, gdy na wyżynach i pod aszerami zgromadzenia lekkie w czynie, kształtne w mowie i fałszywe w myśli, u mnie tylko ogień oświetlającej pustkę świątyni

Lecz kadzidlane wonności wygładzają złość na mym obliczu

I żyję w bańce buntu, lecz poprzez ściany jego z oddali szepty mego prawdziwego ja znów układają mnie do błogiego snu

Poza ogrody pism, proroków i prawa nie chcę już wychodzić, w ich zmysłowej przyrodzie wypiję kielich pogardy, a on zawsze przemieni się w stągwie winogronowych soków

A moje prawdziwe ja pod Twoimi falami przewalającymi się nade mną pozostanie, ukryte w tych jakże namacalnych korytarzach twego nieogarnionego serca

Te słowa spisałem ja - świat mierzalny milami, dżulami, omami, litrami, luksami i tonami w niemierzalnym świecie mierzonym wiarą.

czwartek, 15 lutego 2024

"Gniew naszej słodkości"

Dlaczego to niebo Ziemi uderza w nas strzałami występnego przemijania, jak błyskawicami rozświetla noc więzienia


Gdzie dwa kroki dzieli nas od Norylska do Ushuaii, a niewolą nas bat samotnego drapieżnika i kajdany narkotyków, dyby pieniędzy niewielu z rąk, umysłów i ust wielu i pręgierze relatywizmu


Bywam w Warszawie, a wciąż jestem na Sonorze, mieszkam w Gliwicach, a mróz Antarktydy i jego przyjaciółka o diabolicznych oczach, pustka, bliższe mi niż sośnickie złoto w burce czerni


Którego popiół w ofierze złożył ciepło, stabilność i dobrobyt nam, rękom, umysłom i ustom wielu, i cyberpunkowym szeregom pokazał renesans (a)historycznego instynktu, przed którym dżahilijja jednak nadal swój zbrodniczy, autorytarny reżim utwierdzała 


Gdzie znikłeś z map ludzkich dusz, Boże, który szczęście poprzez wybranych zaniosłeś jak dumne pochodnie nawet tam, gdzie ludzka stopa to rzadki gość?


Osacza nas samotność, tysiąc zombie, armia wyostrzonych jak zmysły w trwodze i bojaźni jednostek, gdzież esencjonalną wspólnotę w atomowym pustkowiu wydobyć mam jak żelazną rudę spod Częstochowy i złotonośny kruszec ze Złotego Stoku, w miastach grzesznych wspólnot, które jak targ, gromadzą siłę, która wędruje po świecie jako staruszka, zwana piętą achillesową


To, co jest wartością światła, znów osądzi bejt din, mord sądowy na ulice miast wyprowadzi jako przystojną sprawiedliwość, ja włóczęga przekorności, wieża Eiffla, wokół której nigdy nie wyrosły Pola Elizejskie, chęciński króla zamek, spod którego podnóża po krańce świata marazmu równiny jak morze się ciągną, hałdy jak Góra Kamieńska wznoszą górnicy w dopaminowych oparach gospodarki rabunkowej, które kradzieżą godności z trzewi wartości światła się trudnią, swoją profesją kłamliwie się chlubią


Wspólnie żyjemy w głuchych kokonach - dzień słoneczny jak znad Rzymu i noc zimna z Ar-Rub al-Chali co dzień hymny intonują na wiecach, które pucz piwa zdławić chcą przewrotem amfetaminy, co dzień hymny te warunkują nas do przetrwania, które na złość nam stopniowo nakłada schludny garnitur śmierci, której kosa obojętności ścina zielone trawy losu naszego


Boże, oblicza twego wobec dobrego zła nie gaś, bo twoja wierność zrasza w nas obumarły ogród.

"Wieczna wojna mroku ze światłem"

 Miłości, ciepła herbato z pomarańczą, goździkami i imbirem, twa słodka woń to narkotyczne majaki, me pragnienie hart ducha z ziemskimi przyjemnościami wygnali


Nie napoisz mnie ideałem, a o mych mickiewiczowskich i bajronowskich marzeniach usłyszy tylko Księga Psalmów, trance nuty rozczarowania zapisze na pięciolinii ENIAC-a, a futurepop elektronicznym głosem zgasi świecie nadziei, rozpali w tle bezradne treny melancholii


Za mną widzę wakacyjne wspomnienie, z którym ja nadzwyczajną przyjaźń pielęgnowałem, jak Dawid z Jonatanem, teraz ona czuwa przy mnie, lecz jak w "Szóstym zmyśle", widuję cię w kwiecistych snach, raju, który utraciłem jak Elizeusz podniebny rydwan Eliasza, widziałem go pośród wichrów Pana uchodzącego, a ja wtedy hymn ułożyłem, że życie me to światła blask w owocowym sadzie


Z niebios nade mną samotność koronę ołowianą kładzie na mojej skroni, z ziemi wzrasta ku mnie ciernista róża, ona prorocze słowa wymawia: "bądź wytrwały, z głębi duszy usuniesz boleści i trwogi kamień mały a nicością stały, On czeka na twój zranienia i pojednania gest, miłość Jego to wiary kolebki sjest i fiest, oczy Jego często płoną gniewem, często rozdziera chore ciało sprawiedliwości, a w nich zakryte radości bazyliowe, lawendowe i cytrusowe wonności, tam szukaj miecz ścinającego myśli zgorzkniałej gnuśności"


Szalom tobie, jeźdźcze, z którego nozdrzy jakby rytmy tańców wojennych uchodzą gniewne dymy, szalom tobie, królu, w którym szabat to moje arcydzieł boskich przystań, wyspa miłosierdzia na oceanie występnych języków


Upadek swój kolejny zapisuję w kronice mego ciała, w wierszu mojej duszy, a ty śmierci posłańców powstrzymałeś na pustyni ducha, jestem już z tobą w oazie twych siedzib modlitwy


Co znajdę za kruszejącym murem ryczących lwów i warczących psów, co za pieśń utrwali się we mnie, czy ze Ścianą Płaczu stopię się w łagodne słońce i ołtarze błękitnego nieba?


Ten bezimienny falami swojego morza przytula moje stopy, ten bezimienny z odległych układów gwiezdnych radiowy, efemeryczny i amorficzny sygnał na moją orbitę wysyła, gdzie w wodach kosmosu pływam i wpatruję się w szczęśliwe kontynenty planety


Więc ten poemat dalej się pisze, więc ten pamiętnik nie zostanie jeszcze wyrzucony do rynsztoku niesławnej niepamięci.